13 stycznia 2014 18:33 / 5 osobom podoba się ten post
mozah aMNo to coś na potwierdzenie - odnosnie wychowania dzieci.
Mój syn uparł się na studia medyczne - ale się nie dostał ani za pierwszym ani za drugim razem.My z mężem stwierdziliśmy , że jeśli naprawdę chce to studiować ma siedzieć w domu , uczyć się - nie szukać pracy bo wtedy to na pewno nic z tego nie będzie .Stać nas , jakieś korepetycje zapłacimy i już.
,,Wychowywacze '' cudzych dzieci - czytaj różni znajomi - bardzo nad nami ubolewali , jak to żle wychowaliśmy i nadal wychowujemy jedyne dziecko , że ,,nieroba '' utrzymujemy itd . A tu zonk - dostał się za trzecim razem , skończył w terminie , świetnie zdał egzamin państwowy i dostał się na specjalizację w jednym z najlepszych szpitali w Polsce . A ja czekałam na okazję , aż temat się nawinął i,,pojechałam '' sobie po niektorych mówiąc z uśmiechem, ze my z mężem jako rodzice egzamin zdaliśmy . Syn pracuje w zawodzie o jakim marzył ,jest uczciwym człowiekiem , jest szanowany w pracy i ciągle podkreśla jak bardzo jest wdzięczny że daliśmy mu taką szansę .
A teraz to ja sobie spokojnie poczekam i zobaczę na jakich ludzi oni wychowają swoje dzieci .Z lekka się zmieszali - jakies zagadywania typu ,,No wiesz ..mogło być różnie ''. Mogło - ale nie było .Tyle że u każdego moze być róznie . I nawet jest u niektórych - a ja jako skorpion spokojnie , od czasu do czasu ,,niewinnie '' wracam do tematu.Może i jestem złośliwa - ale dobrze mi z tym.
Tak,dla mnie tez jestes b. madra kobieta.Tez nie lubie stwierdzen " a moglo byc inaczej" to tak samo jak "ktos" z mojej rodziny zadal mi pytanie "jak mozna bylo sie w taki finansowy dolek wpedzic"-odpowiedzialam krotko :" jesli sie wpedzilam,to znaczy......ze bylo mozna"Ale nas dzisiaj wzielo na smutne wspominki,oj.Bylam najmlodsza z czworga dzieci,w domu tzw. dyscyplina,pouczali mnie rodzice,pouczalo mnie rodzenstwo.Tata byl bardzo sprawiedliwy,ale nerwus.moja Mama do konca jego zycia (zmarl mlodo-54 lata)straszyla, szantazowala mnie "bo powiem tatusiowi",ja sie zwyczajnie jako dziecko i pozniej nastolatka jego balam.Juz bedac mezatka ,matka Mama i rodzenstwo "pomagali" mi w wychowywaniu(ironia)moich dzieci,a to zrob tak a to tak-nie dawalam sie .No,teraz po smierci Mamy(zmarla 3 lata temu),poniewaz sobie nie pozwalalam na wtracanie......brat i dwie siostry trzymaja sztame,o mnie zapomnieli.Z moim manem smiejemy sie,ze to podziekowanie za to,ze 5-ostatnich lat zycia mojej Matki zajmowalam sie tylko ja,zabralam ja do siebie,oprocz wielu chorob przez te lata byla kompletnie niewidoma.....W ostatniej godzinie trzymalam ja za reke,za druga moja corka,jedna z siostr tez byla przy tym Babcia w ostatnich minutach wyszeptala mi do ucha"dziekuje ci za wszystko,niech was BOG blogoslawi"........tez mimo ,ze dawala mi popalic bardzo jej brakuje.A rodzenstwo? niechta sie kumpluje ,wole to niz wlazenie z butami w moje zycie.Mam czworo dzieci,piatke wnuczat-tez mam sie z kim kumplowac. O Jezunku,jak nas dzis wzielo na ckliwe wyznania......