Chyba nie ma takiego człowieka na ziemi, który nie miał by dość wszystkiego, a najgorsze to wpaść w pułapkę zniechecęnia i zamknąć się w sobie oj lecimy do dołu wtedy oj lecimy. a jeszcze jak nas ktoś dociska no i u nas cierpietnictwo to cecha jakby narodowa nawet Boga w to mieszamy........
Jak sobie radzę????? otóż jak wyjechałam do DE miałam za sobą kawał życia i to pod górkę, ciężko pracowałam za psi grosz.....a że nigdy niczego nie mogłam skombinować, ani załatwić to było jak było i ciągle byłam dołowana oj dołowana i jeszcze w to wierzyłam...głupia baba.
Cchoć moja pierwsza praca była dość ciężka dwie osoby jedna leżaca itd. więc jak dałam z tym radę i na dodatek doztałam za to godziwe pieniądze, oj płakałam , ale ze szczęścia a i sama sobie wszystko załatwiłam bez protekcji bez znajomości....tęskniłam bardzo za domem ale jakoś wytrzymywałam bo miałam dzieci na studiach i długi trochę.........a też czułam się potrzebna tym ludziom, czułam że nadaje się do tej pracy i mnie chwalono to dodawało mnie sił i otuchy. Poznawałam też inne fajne opiekunki, z niektórymi do dziś mam kontakt ...3 z nich to pielęgniarki z zawodu....po prostu swietne babki, nawet wczoraj jedna z nich napisała , że się cieszy ,że mnie poznała a było to w tamtym roku Begisch Gladbach....zmieniła mnie.
Kiedyś na poczatku zostałam w pracy 3 miesiące nie było żle dużo wolnego........ale jak wróciłam do domu to myślałam ,że z łóżka nie wstanę taką miałam deprechę...
Teraz to ja dbam o siebie psychicznie i fizycznie. pracuję nie dłużej niż 2 miesiace, ćwiczę...nie jem cukru.
Już z samego rana jestem wdzięczna Bogu za to że wstaję z łóżka, uśmiecham się do siebie o do mojego anioła stróża. Mam w pamięci jakieś piekne obrazy z np pieknej ale krótkiej zimy w lesie, patrze na budzace się ze snu roślinki....biegam raniutko po rosie i słyszę spiew ptaków.........
Piję kawkę z cytrynką i jest mi tak fajnie, że nic mi potem nie jest w stanie zepsuć dobrego humoru......
Wiem też, że moim dzieciom jakoś nieżle się układa.......więc czego chciec wiecej....prestałam się bać na zapas.........jadę do domku już za 4 tyg i to też fanie.....choc bardzo lubie to miejsce......
Pdsumowując , żeby było dobrze, trzeba nauczyć się samej siebie i karmić siebie przyjemnościami i dobrymi myślami, a jeszcze ile ciekawych rzeczy przede mną do odkrycia, a ilu jeszcze fajnych ludzi do spotkania......
cyt..../
Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać.
23 życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie.
24 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki!
25 Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia?
26 Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne?
27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.
28 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! /
Czytam też....codziennie P.Ś, ale bez komentarza , bo to On mówi do mnie bezpośrednio i mnie kocha taką jaką jestem....