Czy zdarza się wam mieć już wszystkiego dość?

17 września 2014 13:56 / 6 osobom podoba się ten post
Doła zaliczyłam drugiego dnia po przyjeździe. Fajnie wszystko uzgodnilam sobie z rodzinką. Tyle, że elektronika mnie nie lubi. I najpierw mój operator stwierdził, że po co mi telefon w Niemczech. jeszcze sobie rachunek nabiję. Postanowił mnie przed tym ustrzec i po prostu zablikował mi uslugi. Obecnie dochodzą do mnie tylko sms, reszte próbują odblokować, ale jakoś im ciężko idzie.
Potem laptop postanowił, że nie będzie trawił niemieckiego neta i koniec.
Perspektywa pobytu bez telefonu i internetu...........masakra.
Zebrało się to do kupy i po prostu siadłam na łóżku i zastanawiałam się czy wpaść w histerię czy wracać pieszo do Polski. Stanęło na trzecim wyjściu. Córka PDP pomogła mi kupić i zarejestrować kartę, a jakiś młodzik z rodziny zmotywował mój sprzęt. Zaczęło działać i zaraz mi się humor poprawił.
17 września 2014 14:01 / 2 osobom podoba się ten post
WSTENGA

Doła zaliczyłam drugiego dnia po przyjeździe. Fajnie wszystko uzgodnilam sobie z rodzinką. Tyle, że elektronika mnie nie lubi. I najpierw mój operator stwierdził, że po co mi telefon w Niemczech. jeszcze sobie rachunek nabiję. Postanowił mnie przed tym ustrzec i po prostu zablikował mi uslugi. Obecnie dochodzą do mnie tylko sms, reszte próbują odblokować, ale jakoś im ciężko idzie.
Potem laptop postanowił, że nie będzie trawił niemieckiego neta i koniec.
Perspektywa pobytu bez telefonu i internetu...........masakra.
Zebrało się to do kupy i po prostu siadłam na łóżku i zastanawiałam się czy wpaść w histerię czy wracać pieszo do Polski. Stanęło na trzecim wyjściu. Córka PDP pomogła mi kupić i zarejestrować kartę, a jakiś młodzik z rodziny zmotywował mój sprzęt. Zaczęło działać i zaraz mi się humor poprawił.

I wszystko sie dobrze skonczyło:)Brak dostepu do "cywilizacji" na wyjeździe nawet mnie by zdołował chyba:)Dzis jestem na etapie poszukiwania tanich opcji telefonicznych na linii Szwajcaria/ja/-Szwecja/mąż/:)I jak znam życie cos wykombinuję.:):):)
Ps.Na pieszo do PL nie trzeba :)Wystarczy dotrzec na pierwszy duzy parking na autobanie -zawsze sie jakiś nasz TIR znajdzie:)
Ps2.Histeria?A sio,a sio!!!Głowa potem boli!:)
17 września 2014 16:46 / 3 osobom podoba się ten post
Ale szok leczyłam ze dwa dni. Perspektywa pobytu za granicą beż kontaktu z rodziną....... masakra
21 października 2014 21:04 / 3 osobom podoba się ten post
Oj tam,oj tam! Co nas nie zabije ,to nas wzmocni! Wszystko da sie przezyc!
21 października 2014 21:41
WSTENGA

Doła zaliczyłam drugiego dnia po przyjeździe. Fajnie wszystko uzgodnilam sobie z rodzinką. Tyle, że elektronika mnie nie lubi. I najpierw mój operator stwierdził, że po co mi telefon w Niemczech. jeszcze sobie rachunek nabiję. Postanowił mnie przed tym ustrzec i po prostu zablikował mi uslugi. Obecnie dochodzą do mnie tylko sms, reszte próbują odblokować, ale jakoś im ciężko idzie.
Potem laptop postanowił, że nie będzie trawił niemieckiego neta i koniec.
Perspektywa pobytu bez telefonu i internetu...........masakra.
Zebrało się to do kupy i po prostu siadłam na łóżku i zastanawiałam się czy wpaść w histerię czy wracać pieszo do Polski. Stanęło na trzecim wyjściu. Córka PDP pomogła mi kupić i zarejestrować kartę, a jakiś młodzik z rodziny zmotywował mój sprzęt. Zaczęło działać i zaraz mi się humor poprawił.

A nie zapomniałaś włączyć opcji roamingu? Bo ja za pierwszym razem na niemieckiej ziemi też miałam kuku... Tyle że sama w telefonie to ustawiłam bez łaskawej pomocy operatora :)))
21 października 2014 22:17
Lili

A nie zapomniałaś włączyć opcji roamingu? Bo ja za pierwszym razem na niemieckiej ziemi też miałam kuku... Tyle że sama w telefonie to ustawiłam bez łaskawej pomocy operatora :)))

To był błąd ze strony mojego operatora. Mam 4 numery. Konsultantka namieszała na moim koncie. Mój numer zacząl fiksować, u męza zablokował się całkowicie, a u córki sms przychodziły po 50x ten sam. Masakra. Dodatkowo fakturę wystawiono mi z kosmosu. Obecnie odkręciłam numer męża, córki i fakturę mam nową (czekałam 2 miechy). Mój niumer działa dobrze, tylko dzwonić mogę na te numery z których dostalam sms z funkcji ODDZWOŃ. I jeszcze pyta 5 razy czy na pewno chce dzwonić. Ale już nie kombinuję bo to mi wystarczy. Jak wrócę to odkręcę.
22 października 2014 08:49
WSTENGA

To był błąd ze strony mojego operatora. Mam 4 numery. Konsultantka namieszała na moim koncie. Mój numer zacząl fiksować, u męza zablokował się całkowicie, a u córki sms przychodziły po 50x ten sam. Masakra. Dodatkowo fakturę wystawiono mi z kosmosu. Obecnie odkręciłam numer męża, córki i fakturę mam nową (czekałam 2 miechy). Mój niumer działa dobrze, tylko dzwonić mogę na te numery z których dostalam sms z funkcji ODDZWOŃ. I jeszcze pyta 5 razy czy na pewno chce dzwonić. Ale już nie kombinuję bo to mi wystarczy. Jak wrócę to odkręcę.

No nie ale jaja !!! Może zmien swoja siec na taka dla dorosłych ha ha
19 lutego 2016 09:07 / 6 osobom podoba się ten post
Biedronka

Ostatnio przezywam jakiś kryzys, czasami przychodzi mi taka myśl, żeby wszystko rzucić i wrócić do Polski. Niestety nie mogę tego zrobić z przyczyn osobistych. Też tak macie?

Cytuje wpis z  przed kilku lat. Ale jakże problem ciągle aktualny, dotyczący nas wszystkich i ciagle się powtarzający.Wiadomo , że wyjazd wiąże sie ze stresem zwłaszcza dla tych początkujących , ale żeby nie było za dobrze to tych ze stażem też dopada  stres. Jest dzień w ktorym tryskamy werwą i humorem a jest tez i taki gdy płaczemy bez powodu i wszędzie widzimy wrogość i brak akceptacji. Często nie probujemy na to wpłynąc, poddajemy się i cierpimy. Już wyjeżdżając na sztele czy to na nową czy powrót na dotyczasową zakladam sobie , że będzie znosnie i chcę a wręcz pragne być mile zaskoczona ,że jest to miejsce pracy gdzie dam radę. Dużo zalezy od nas samych, jeśli ciągle doszukujemy się tego co dla nas niekorzystne, użalamy sie, budujemy wokół siebie barierę. Zamykamy sie w sobie i trudno nam się otworzyc i nawet popłakać. Siedzimy w skorupie.

Tez miewam takie dni, złoszcze się i płaczę. Wtedy szukam jakiegos zajecia, takiego az do bólu i wracam do zywych*. Idzie wiosna , samopoczucie będzie lepsze . Przeciez ta szarość za oknem też jest depresyjna.

Jest taki jeden wpis na forum w blogu Basi , ktory zawsze czytam jak mam doła . Prawie na pamięć go znam , ale zawsze śmieję się sama i to na głos. Poprawiam sobie samopoczucie . Działa
19 lutego 2016 09:25 / 2 osobom podoba się ten post
malajka

Oj tam,oj tam! Co nas nie zabije ,to nas wzmocni! Wszystko da sie przezyc!

Masz rację,ale coś za coś,zero życia osobistego jakieś wszystko nie takie,ja czasem mam dość,ale jestem w domu zawsze dwa miesiące i zaczyna mnie nosić,tu mi żle tam mi żle chyba już tak jesteśmy zaprogramowane.Z jednej strony stres,a z drugiej konieczność i jakoś to działa razem.
19 lutego 2016 09:43 / 9 osobom podoba się ten post
mleczko1

Cytuje wpis z  przed kilku lat. Ale jakże problem ciągle aktualny, dotyczący nas wszystkich i ciagle się powtarzający.Wiadomo , że wyjazd wiąże sie ze stresem zwłaszcza dla tych początkujących , ale żeby nie było za dobrze to tych ze stażem też dopada  stres. Jest dzień w ktorym tryskamy werwą i humorem a jest tez i taki gdy płaczemy bez powodu i wszędzie widzimy wrogość i brak akceptacji. Często nie probujemy na to wpłynąc, poddajemy się i cierpimy. Już wyjeżdżając na sztele czy to na nową czy powrót na dotyczasową zakladam sobie , że będzie znosnie i chcę a wręcz pragne być mile zaskoczona ,że jest to miejsce pracy gdzie dam radę. Dużo zalezy od nas samych, jeśli ciągle doszukujemy się tego co dla nas niekorzystne, użalamy sie, budujemy wokół siebie barierę. Zamykamy sie w sobie i trudno nam się otworzyc i nawet popłakać. Siedzimy w skorupie.

Tez miewam takie dni, złoszcze się i płaczę. Wtedy szukam jakiegos zajecia, takiego az do bólu i wracam do zywych*. Idzie wiosna , samopoczucie będzie lepsze . Przeciez ta szarość za oknem też jest depresyjna.

Jest taki jeden wpis na forum w blogu Basi , ktory zawsze czytam jak mam doła . Prawie na pamięć go znam , ale zawsze śmieję się sama i to na głos. Poprawiam sobie samopoczucie . Działa :-)

Fakt, problem taki nieprzemijający 
Też tak mam (chociaż dopiero zaczęłam tę pracę) i też robię coś tak długo, aż wszystko boli, padam i nie mam siły nawet płakać. Dzień po śmierci PDP poszłam na chyba 5-godzinny spacer. Zmarzłam, zmordowałam się nieludzko, ale trochę się uwolniłam od różnych myśli. I tak jak Ty grzebię na forum i czytam różne wpisy, niektóre które dają mi "kopa", a niektóre sprawiają, że łzy mi lecą, ale ze śmiechu
19 lutego 2016 11:57 / 21 osobom podoba się ten post
Chyba nie ma takiego człowieka na ziemi, który nie miał by dość wszystkiego, a najgorsze to wpaść w pułapkę zniechecęnia i zamknąć się w sobie oj lecimy do dołu wtedy oj lecimy. a jeszcze jak nas ktoś dociska no i u nas cierpietnictwo to cecha jakby narodowa nawet Boga w to mieszamy........

Jak sobie radzę????? otóż  jak wyjechałam do DE miałam za sobą kawał życia i to pod górkę, ciężko pracowałam za psi grosz.....a że nigdy niczego nie mogłam skombinować, ani załatwić to było jak było i ciągle byłam dołowana oj dołowana i jeszcze w to wierzyłam...głupia baba.
Cchoć moja pierwsza praca była dość ciężka dwie osoby jedna leżaca itd. więc jak dałam z tym radę i na dodatek doztałam za to godziwe pieniądze, oj płakałam , ale ze szczęścia a i  sama sobie wszystko załatwiłam bez protekcji bez znajomości....tęskniłam bardzo za domem ale jakoś wytrzymywałam bo miałam dzieci na studiach i długi trochę.........a też czułam się potrzebna tym ludziom, czułam że nadaje się do tej pracy i mnie chwalono to dodawało mnie sił i otuchy. Poznawałam też inne fajne opiekunki, z niektórymi do dziś mam kontakt ...3 z nich to pielęgniarki z zawodu....po prostu swietne babki, nawet wczoraj jedna z nich napisała , że się cieszy ,że mnie poznała a było to w tamtym roku Begisch Gladbach....zmieniła mnie.
Kiedyś na poczatku zostałam w pracy 3 miesiące nie było żle dużo wolnego........ale jak wróciłam do domu to myślałam ,że z łóżka nie wstanę taką miałam deprechę...
Teraz to ja dbam o siebie psychicznie i fizycznie. pracuję nie dłużej niż 2 miesiace, ćwiczę...nie jem cukru.
Już z samego rana jestem wdzięczna Bogu za to że wstaję z łóżka, uśmiecham się do siebie o do mojego anioła stróża. Mam w pamięci jakieś piekne obrazy z np pieknej ale krótkiej zimy w lesie, patrze na budzace się ze snu roślinki....biegam raniutko po rosie i słyszę spiew ptaków.........
Piję kawkę z cytrynką i jest mi tak fajnie, że nic mi potem nie jest w stanie zepsuć dobrego humoru......
Wiem też, że moim dzieciom jakoś nieżle się układa.......więc czego chciec wiecej....prestałam się bać na zapas.........jadę do domku już za 4 tyg i to też fanie.....choc bardzo lubie to miejsce......
Pdsumowując , żeby było dobrze, trzeba nauczyć się samej siebie i karmić siebie przyjemnościami i dobrymi myślami, a jeszcze ile ciekawych rzeczy przede mną do odkrycia, a ilu jeszcze fajnych ludzi do spotkania......
cyt..../
Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. 23 życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 24 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! 25 Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? 26 Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? 27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 28 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! /
 
Czytam też....codziennie P.Ś, ale bez komentarza , bo to On mówi do mnie bezpośrednio i mnie kocha taką jaką jestem....
19 lutego 2016 12:52 / 2 osobom podoba się ten post
anerik

Chyba nie ma takiego człowieka na ziemi, który nie miał by dość wszystkiego, a najgorsze to wpaść w pułapkę zniechecęnia i zamknąć się w sobie oj lecimy do dołu wtedy oj lecimy. a jeszcze jak nas ktoś dociska no i u nas cierpietnictwo to cecha jakby narodowa nawet Boga w to mieszamy........

Jak sobie radzę????? otóż  jak wyjechałam do DE miałam za sobą kawał życia i to pod górkę, ciężko pracowałam za psi grosz.....a że nigdy niczego nie mogłam skombinować, ani załatwić to było jak było i ciągle byłam dołowana oj dołowana i jeszcze w to wierzyłam...głupia baba.
Cchoć moja pierwsza praca była dość ciężka dwie osoby jedna leżaca itd. więc jak dałam z tym radę i na dodatek doztałam za to godziwe pieniądze, oj płakałam , ale ze szczęścia a i  sama sobie wszystko załatwiłam bez protekcji bez znajomości....tęskniłam bardzo za domem ale jakoś wytrzymywałam bo miałam dzieci na studiach i długi trochę.........a też czułam się potrzebna tym ludziom, czułam że nadaje się do tej pracy i mnie chwalono to dodawało mnie sił i otuchy. Poznawałam też inne fajne opiekunki, z niektórymi do dziś mam kontakt ...3 z nich to pielęgniarki z zawodu....po prostu swietne babki, nawet wczoraj jedna z nich napisała , że się cieszy ,że mnie poznała a było to w tamtym roku Begisch Gladbach....zmieniła mnie.
Kiedyś na poczatku zostałam w pracy 3 miesiące nie było żle dużo wolnego........ale jak wróciłam do domu to myślałam ,że z łóżka nie wstanę taką miałam deprechę...
Teraz to ja dbam o siebie psychicznie i fizycznie. pracuję nie dłużej niż 2 miesiace, ćwiczę...nie jem cukru.
Już z samego rana jestem wdzięczna Bogu za to że wstaję z łóżka, uśmiecham się do siebie o do mojego anioła stróża. Mam w pamięci jakieś piekne obrazy z np pieknej ale krótkiej zimy w lesie, patrze na budzace się ze snu roślinki....biegam raniutko po rosie i słyszę spiew ptaków.........
Piję kawkę z cytrynką i jest mi tak fajnie, że nic mi potem nie jest w stanie zepsuć dobrego humoru......
Wiem też, że moim dzieciom jakoś nieżle się układa.......więc czego chciec wiecej....prestałam się bać na zapas.........jadę do domku już za 4 tyg i to też fanie.....choc bardzo lubie to miejsce......
Pdsumowując , żeby było dobrze, trzeba nauczyć się samej siebie i karmić siebie przyjemnościami i dobrymi myślami, a jeszcze ile ciekawych rzeczy przede mną do odkrycia, a ilu jeszcze fajnych ludzi do spotkania......
cyt..../
Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. 23 życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 24 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! 25 Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? 26 Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? 27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 28 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! /
 
Czytam też....codziennie P.Ś, ale bez komentarza , bo to On mówi do mnie bezpośrednio i mnie kocha taką jaką jestem....

Takie wpisy lubię najbardziej . Pod niektóre fragmenty mogłabym się podpiąć- jakby to były moje. Nie dziwię się też Twojej koleżance, że jest zadowolona ze znajomości z Tobą. 
19 lutego 2016 15:41 / 5 osobom podoba się ten post
Anerik masz piękny umysł, piękną duszę.
19 lutego 2016 17:36 / 1 osobie podoba się ten post
Akurat mam taki moment ,jednak nie zdecyduje sie go opisac,moze za jakis czas
19 lutego 2016 17:42 / 1 osobie podoba się ten post
Ja mam dzisiaj taki dzień, że wyć mi się chce............