Ja mam dzisiaj taki dzień, że wyć mi się chce............:-(
Ja mam dzisiaj taki dzień, że wyć mi się chce............:-(
Anerik, twój wpis daje do myślenia. Prawda, goniąc za sukcesem, za iluzją tego, że jak go osiągniemy, to będzie nam lepiej- tracimy to, co najważniejsze. Miłości, przyjażni, po prostu domu, czy naszego własnego kąta nie zastąpi nic. Nie piszę tu o konieczności pracy w ogóle, bądż nieposiadania jakichkolwiek celów, ale o tym, aby się w tym całkowicie nie zatracić, tracąc z oczu to, co wokół nas. Masz rację, czasem trzeba zwolnić, wyluzować, nacieszyć się kochanymi osobami, pięknem przyrody, powiedzieć chwili, by trwała. Te rzeczy z pozoru drobne, są niezwykle ważne, bo w takich momentach można odnależć siebie.
I dlatego nie jeżdżę na długie kontrakty.W domu też pomieszkac trzeba.Poza tym ,pomijając to co napisałaś,takie wielomiesięczne turnusy zawsze jakoś się na człowieku odbijają.Telefon i skyp ,choć bardzo potrzebne i przydatne ,nie zastąpią naszej dlugiej nieobecności,niby jestes w kontakcie,niby wiesz wsio a i tak wiele spraw ucieka....Inna sprawa,że nie ma siły,żeby w mniej lub bardziej widoczny sposób nie odbijało się takie długie siedzenie w D na psychice-bywa,że nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy:( Człowiek nie ejst stworzony do siedzenia w zamknięciu z niewielką przerwą.Potrzebuje wolności,samostanowienia,życie na czas z zegarkiem w ręku całkowiecie podporządkowane drugiej osobie na te 6-12 tygodni jest "do przełknięcia"/3 miechy to areszt tymczasowy:)/ ,ale np.rok????????Nie wyobrażam sobie,nawet gdybym była sama na swiecie-to nawet po to,żeby kurze wytzreć trzeba do domu zjechać:):):)
Tak, ja dzisiaj mam taki właśnie dzień, że najchętniej bym wróciła do domu...
we wtorek babka ma urodziny i będzie dzień do kitu, bo goście , wiadomo jak jest.
Dziś rozgrywały się we mnie rozkminy, czy kupić jej głupią bombonierkę, tak się motałam, motałam, ale samo się rozwiązało - nic ode mnie nie dostanie, za to że jest tak fałśzywa i dwulicowa, o! Do spółki z zięciuniem.
Złożę życzenia, przykleję sobie na cały wtorek uśmiech i jakoś przetrwam choć w środku się gotuję....
I dlatego nie jeżdżę na długie kontrakty.W domu też pomieszkac trzeba.Poza tym ,pomijając to co napisałaś,takie wielomiesięczne turnusy zawsze jakoś się na człowieku odbijają.Telefon i skyp ,choć bardzo potrzebne i przydatne ,nie zastąpią naszej dlugiej nieobecności,niby jestes w kontakcie,niby wiesz wsio a i tak wiele spraw ucieka....Inna sprawa,że nie ma siły,żeby w mniej lub bardziej widoczny sposób nie odbijało się takie długie siedzenie w D na psychice-bywa,że nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy:( Człowiek nie ejst stworzony do siedzenia w zamknięciu z niewielką przerwą.Potrzebuje wolności,samostanowienia,życie na czas z zegarkiem w ręku całkowiecie podporządkowane drugiej osobie na te 6-12 tygodni jest "do przełknięcia"/3 miechy to areszt tymczasowy:)/ ,ale np.rok????????Nie wyobrażam sobie,nawet gdybym była sama na swiecie-to nawet po to,żeby kurze wytzreć trzeba do domu zjechać:):):)
Fakt, problem taki nieprzemijający :-(
Też tak mam (chociaż dopiero zaczęłam tę pracę) i też robię coś tak długo, aż wszystko boli, padam i nie mam siły nawet płakać. Dzień po śmierci PDP poszłam na chyba 5-godzinny spacer. Zmarzłam, zmordowałam się nieludzko, ale trochę się uwolniłam od różnych myśli. I tak jak Ty grzebię na forum i czytam różne wpisy, niektóre które dają mi "kopa", a niektóre sprawiają, że łzy mi lecą, ale ze śmiechu :-)
Ja mam dzisiaj taki dzień, że wyć mi się chce............:-(
Ewo14 pamiętam cię z wcześniejszych wesołych wpisów widać teraz że źle ci na tym miejscu jest, zrób coś z tym zacznij wychodzić z domu,ja chcę dawną Ewe14 :-(
Martusiu / bardzo lubie to imię, moja córcia tez Marta/, bo ja jestem pełna energii i humoru, ale jak mnie deprecha dopada na wyjeździe, to gdzie mam sie wypłakać / wypisać??/...tylko na forum. .Od początku pobytu tutaj o coś walczę..........a co ja jakis czołg jestem. Wszystkie dziewczyny , które tu przyjeżdżały od kilku lat, były na krótko, generalnie nic nie było ustawione jak trzeba............no to padło na mnie, bo ja "długodystansowa" jestem, więc jakoś miejsce do życia sobie i innym dziewczynom, które tu będa przyjeżdżały muszę przygotować i tak mnie ta walka zmeczyła, ze dzisiaj mi się przelało.:-) No i wyszło na to, ze na forum wylałam swój depresyjny stan. Ale juz mi lepiej:aniolki: Skończe ten kontrakt i tu nie wracam, ale chciałabym, zeby dziewczyna, która tu bedzie po mnie , miała to, czego ja nie miałam tutaj na poczatku i żeby znała to nasze opiekunkowe forum, bo bez Was na wyjeździe jak bez ręki:-)
Kazda z nas ma swoje dobre i zle chwile. Sztela jakaby nie byla, trudna czy lekka, zamyka nas niestety w trybie zycie z podopiecznymi. To nie jest nasz swiat, choc probujemy budowac ten czas na sztelach tak, aby czuc sie najlepiej. Dla mnie sama mysl, ze jestem ciagle w domu a jednoczesnie w pracy, wyzwala zalamke. Normalni ludzie zyja inaczej, ida z psem na spacer, spotykaja sie ze znajomymi...... maja swoj kat tu i teraz. Moja sytuacja jest troszke skomplikowana i musze sobie jakos psychicznie radzic, ale Wam bardzo wspolczuje tej odpowiedzialnosci za najblizszych czekajacych w wielu przypadkach, na grosz na przyslowiowy chleb. Niszczymy niejednokrotnie swoje zdrowie tutaj, bo pracowac trzeba, boli czy nie, niewazne...... Tak nam uplywa zycie i sie nie obejrzymy , jak przyjdzie czas , ze nie bedziemy mogli juz pracowac, nie bedziemy miec wyborow, przyjdzie starosc a gdzie bylo nasze zycie???? miedzy sztela a krotkimi pobytami z najblizszymi? Wiem, wiem, ze to nie z wyboru( choc sa takie osoby, ktore dla kosmetykow, wycieczek itp. poswiecaja swoje zycie tutaj) wiekszosc jest zmuszona sytuacja, ktora stworzylo panstwo polskie dla swoich obywateli!! Brak pracy albo za psie pieniadze, kredyty , ciezkie sytuacje rodzinne.... TO JEST NASZE ZYCIE!!!!! Jak sie dobrze zastanowic, to dla zycia , odczuwania jego , nasza praca nie pomga, daje tylko kase:(
ewa14 nie bierz zbyt duzo do glowy. Co Ty jestes sw Teresa? po jaka cholerke chcesz ulatwiac zycie swojej nastepczyni? znasz ja? zasluguje na toß patrz na siebie dziewczyno! to jest swieta prawda, ze aby czlowiek mogl byc choc troche szczesliwy, musi byc ZDROWYM egoista. Ja juz walcze na tej samej szteli 29 miesiecy i jest roznie, raz zalamka, raz skowronki. Przyjdzie wiosna , bedzie inaczej. Juz teraz wczesnie rano ptaszki swiergola i jest lzej na duszy. Jak sie chcesz tylko poskarzyc, rob to!!! od tego tu jestesmy aby doradzic i wysluchac. Jak masz dosc, nie wracaj tam. Ja tez sie tutaj wypisuje, ze juz nie moge, ze juz nie strazymam, ale wiem co mam , a z nowym moze byc roznie. Wyznaczylam sobie czas i dotrwam z Wasza pomoca do tego terminu:)
Anerik, twój wpis daje do myślenia. Prawda, goniąc za sukcesem, za iluzją tego, że jak go osiągniemy, to będzie nam lepiej- tracimy to, co najważniejsze. Miłości, przyjażni, po prostu domu, czy naszego własnego kąta nie zastąpi nic. Nie piszę tu o konieczności pracy w ogóle, bądż nieposiadania jakichkolwiek celów, ale o tym, aby się w tym całkowicie nie zatracić, tracąc z oczu to, co wokół nas. Masz rację, czasem trzeba zwolnić, wyluzować, nacieszyć się kochanymi osobami, pięknem przyrody, powiedzieć chwili, by trwała. Te rzeczy z pozoru drobne, są niezwykle ważne, bo w takich momentach można odnależć siebie.