Pierwsze godziny w domu, który zastałam w całkowitej rozsypce... Podniosłam tylko brwi... i czułam podniesione tylko brwi... No nic - jakoś to ogarnę..., ale nie na wariackich papierach... zacznę od wizyty u fryzjera z psem (psiego fryzjera). Córka jednak przygotowała pyszny obiad, choć jej mamusia po podróży nigdy nie bywa głodna - zjadłam i pomyślałam, że już być może gotuje lepiej ode mnie...i jak to dobrze mieć gotującą córkę. Ot takie życie... ))))
