23 marca 2014 21:26 / 6 osobom podoba się ten post
A ja postanowiłam zdać najtrudniejszy, trzeci egzamin ze znajomości angielskiego Proficiency. Przygotowanie do niego zajmie mi dobre paręnaście miesięcy, lecz warto. Robię to, bo wiem, że za jakiś czas kupię bilet do Niemiec na kolejną sztelę, trzy dni wcześniej będę miała totalnego doła, że trzeba jechać i ucieknę z dworca w dniu wyjazdu. Ponieważ sprawy zmierzają powoli w takim własnie kierunku, wiem, że mając porządnie zdany egzamin z angielskiego będę mogła zrobić podyplomówkę z tłumaczeń. Prawniczych, ekonomicznych lub literatury pięknej, a najlepiej wszystkie razem po kolei. Bez Proficiency nie przyjmą mnie na studia podyplomowe.
I nawet jeśli utknę teraz po drodze, to jakoś mi łatwiej z nadzieją w sercu, że już nie tylko pampersy przede mną na horyzoncie na resztę zawodowego życia...