Moja Babcia mnie dobija czymś innym

. Już wspominałam, że po każdym posiłku myje ząbki w zlewozmywaku w kuchni.
Dzisiaj jak weszłam do kuchni, to zauważyłam, że wyciąga naczynia ze zmywarki, oczywiście nie umyte jeszcze, wyciera je na sucho i wkłada do półek. Używam osobnych rzeczy do jedzenia, ale dzisiaj, gdy skończyła już jeść, wzięła mój widelec i "jechała" na dwa. A tak w ogóle zażyczyła sobie dzisiaj na obiad mizerię, jak każdego dnia, i do tego cytrynowe lody.
Tutaj jest nie do pomyślenia to, że można jeść śniadanie czy inny posiłek nie popijając go. Ona pije herbatę, ja kawę, ale wolę ją na spokojnie wypić w późniejszym czasie. Ku Jej niezadowoleniu nalewam sobie do szklanki wodę i ta woda stoi, ale to już jest "w miarę zgodne z etykietą".
No i dochodzi jeszcze mało prywatności. Pokój mam na takim poziomie domu, w którym toczy się życie, drzwi są przeszklone i nie mają klucza. Babcia wchodzi kiedy chce i na nic moje prośby i rozmowy z synem Babci.
To miejsce to jakaś porażka. W różnych miejscach byłam, niekiedy było o wiele więcej pracy, ale wracałam tam, tutaj jestem pewna, że nie wrócę. Babcia podobno miała nie mieć demencji....
Teraz właśnie piszę tutaj, a słyszę jak wyciąga brudne naczynia ze zmywarki, bo wg jej słów zmywarkę załącza się wieczorem, a jak stwierdziłam, że aby ją załączyć, to coś musi być w środku, to echo... Dosłownie żołądek mi się przewraca....