mleczko47Juz sam fakt,że myslisz o nich,to nie moje dzieci przekreślasz możliwość porozumienia sie z nimi.Może i zostawisz to wszystko,ale bedziesz o nich myslała jeśli chociaz troche zalezy Ci na nich.Przemyśl i probuj. Ja powtarzam jak w akcji TVN WARTO POMAGAC.
Mleczko kochana to nie moje dzieci , a jednak moje . Wiem ,że przez długie lata brakowało im mamy . Mnie jako mame zaakceptowały od pierwszego dnia . Relacje mamy dobre , bo dzieci nigdy mi nie odpyskowały , ani nie odmówiły pomcy ja też zawsze staram sie im pomagać . Zależy mi na tych dzieciach i nie mam zamiaru ich skrzywdzić . Kiedyś moje relacje z mężem były nie ciekawe , ale postanowiłam zostać z meżem ze względu na dzieci , bo najwiekszą krzywdę swoim odejściem zrobiłabym dzieciom , jak są jakies zgrzyty w naszym małżeństewie to dzieci o tym nie wiedza . Córka była przez biologiczna matke doprowadzona do takiego stanu ,że psycholog stwierdził ,że jest o 3 lata cofnieta w rozwoju do drugiej klasy SP źle sie uczyła , a ja jej pomogłam ,że teraz jest bardzo dobrą uczennicą i jestem dumna z tego . Według mnie i syn nie jest zły ma potencjał w sobie i może byc dobrym dzieciakiem , ale chyba potrzebuje rozmowy i zainteresowania sie nim . Ojciec nie wiem jak to nazwac nie potrafi z nim porozmawiac , zabrac go do jakichs wspólnnych prac , czy na ryby brak mi tu wieżi syn ojciec , ojciec syn i moze tu jest diabeł pogrzebany . Czy ja mam być matka i ojcem ?