Ja już nawet nie komentuję bo mnie żywa krew zalała!!!! Straszyć to można w haloween.
Ja już nawet nie komentuję bo mnie żywa krew zalała!!!! Straszyć to można w haloween.
Kuratorka odwiedza syna raz w miesiącu , ale co z tego jak meżus zawsze powie ,że wszystko jest w porzadku , że nie ma problemów . Mąż synkowi nic nie powie , a ja jak daje jakiś szlaban to jestem ta zła . Raz dałam szlaban na komputer i słyszałam jak moja teściowa powiedziała do syna , żeby mnie zapytał czy może pograc . Syn odpowiedział babci ,że mam sobie wsadzić w d.... mój komp. Powiedziałam o tej sytuacji meżowi i co i nic synkowi nie powiedział . Ta praca sporo mnie nauczyła i chyba muszę coś zdziałać i z synkiem , niestety nie będzie robił tego co jemu się podoba i zacznę od rozmowy z kuratorką .
Wiecie tak siedze i pisze i czytam i chyba zrozumiałam co powinnam zrobic . Poprostu porozmawiam z synem , nie z meżem , a z synem tak szczerze . Postaram się poświęcic mu więcej czasu i zaangażować go w różne prace , bo syn jest chetny do pommocy , nie raz mówiłam do męża weź Adriana to ci pomoże , ale mąz nie bo to bo tamto . Spróbuje coś zdziałać może mi sie uda , tak jak z córka mi sie udało . Zacznę działać od soboty bo będę juz w domku
pieknie to napisalas..na pewno ci sie uda
A matka zasikana na amen chodzi:-)
Przyszła córka i twierdzi,że akurat ich matki ubezpieczenie nie pokrywa ani pampersów ani pielucho-majtek ani nic z tych rzeczy....
Tak więc bedzie dalej w Rossmannie kupować takie spod lady za 6,63€=8 sztuk byle jakich pandsów...
Jest obraźona....ale mi to lotto...
Mleczko kochana to nie moje dzieci , a jednak moje . Wiem ,że przez długie lata brakowało im mamy . Mnie jako mame zaakceptowały od pierwszego dnia . Relacje mamy dobre , bo dzieci nigdy mi nie odpyskowały , ani nie odmówiły pomcy ja też zawsze staram sie im pomagać . Zależy mi na tych dzieciach i nie mam zamiaru ich skrzywdzić . Kiedyś moje relacje z mężem były nie ciekawe , ale postanowiłam zostać z meżem ze względu na dzieci , bo najwiekszą krzywdę swoim odejściem zrobiłabym dzieciom , jak są jakies zgrzyty w naszym małżeństewie to dzieci o tym nie wiedza . Córka była przez biologiczna matke doprowadzona do takiego stanu ,że psycholog stwierdził ,że jest o 3 lata cofnieta w rozwoju do drugiej klasy SP źle sie uczyła , a ja jej pomogłam ,że teraz jest bardzo dobrą uczennicą i jestem dumna z tego . Według mnie i syn nie jest zły ma potencjał w sobie i może byc dobrym dzieciakiem , ale chyba potrzebuje rozmowy i zainteresowania sie nim . Ojciec nie wiem jak to nazwac nie potrafi z nim porozmawiac , zabrac go do jakichs wspólnnych prac , czy na ryby brak mi tu wieżi syn ojciec , ojciec syn i moze tu jest diabeł pogrzebany . Czy ja mam być matka i ojcem ?
Dzięki Aniu . Muszę wierzyć ,że mi się uda i udowodnie mojemu mężowi ,że zastąpie nawet ojca synowi jeśli będzie trzeba . Wiem ,że syn jest w środku dobrym chłopakiem , ale trzeba to wydobyć z niego , zadbać o to dobro . Trzeba pokazac dzieciakowi ,że jest potrzebny i ,że czasem mama czy ojciec potrzebuja jego pomocy uczac go życia przy okazji . Tak było u mnie w domu . Jestam pełna wiary ,że mi się uda . Dziękuje Wam za wasze rady , dużo mi to dało . A do ośrodka wychowawczego nigdy bym nie pozwoliła syna oddać , a taki pomysł miał mój maz jak syn zaczynał stwazać problemy , bo maż widział winę tylko w byłej żonie nigdy w sobie . Dam rade , wierze w to .
Alinka,dzieci zawsze wiedza,kiedy między rodzicami nie układa sie jak powinno-to tylko rodzicom się zdaje ,że nie.Poza tym byc może ja źle myslę ,ale z tego co piszesz wynika,że oboje wciąż dzielicie dzieci na jego i nasze-być może m.in.dlatego z męża synem sa kłopoty-on to i widzi i czuje ,nie jest małym chłopcem...może to wszystko co się dzieje to jego protest,wołanie o akceptację-sama piszesz ,że nie jest zły,ma potencjał.Zadałabym pytanie-dlaczego,jesli to przy ojcu dzieci zostaly,stało się tak,że nie mają ze soba wspólnego języka-przecież to mąż ich wychowywał zanim poznał Ciebie.Chłopak stoi na rozdrożu-wszystko to co się wydarzyło między rodzonymi rodzicami i pojawienie sie Ciebie okazalo sie być za duzo na 16latka.Nie wiem czy ja na Waszym miejscu nie przewartościowałabym priorytetów- za chwile na pomoc bedzie za późno.Może jednak powinnas być w domu.Wiążąc się z mężczyzną wychowującym dwoje dzieci, wiedziałaś przecież na co sie piszesz -to Ty i mąż jesteście dorosli,Wy bierzecie za wszystkie Wasze dzieci pełną odpowiedzialność.Jeśli jest taka koniecznośc to trzeba być czasem i ojcem i matką.A w Waszym związku z tego co piszesz ta rola przypada Tobie i tylko do Ciebie nalezy decyzja-bierzesz ta role czy odcinasz się od całosci. Piszesz-"relacje mamy dobre" ,ale jednocześnie dzielisz dzieci, pisząc" on niech sie zajmie tamtymi a ja maluchami".Dopóki Wy dwoje się nie dogadacie,nie jako mąż i żona tylko przede wszystkim jako rodzice trzymający wspólny rodzicielski front i dopóki nie zaczniecie myśleć NASZE a nie moje ,twoje dzieci nie będzie z Was rodziny.Poprawczak to najgorsze z możliwych wyjśc,to przedszkole dla przyszłych mieszkańców więzienia,żaden poprawczak nie resocjalizuje-dziecko tam umieszczone dopiero przezywa odrzucenie.Czeka Cię z mężem dluga rozmowa-życzę Wam żebyście nie zmarnowali tego co macie.
wiesz,dziekuje ci za te slowa,ze syna nie oddalabys do zakladu wychowawczego...odbieram cie jako ciepla kochajaca kobiete.na pewno wspaniala matka jestes...przy takim potencjale milosci jaki zapewne masz do dzieci dasz rade...wszystkiego dobrego ci zycze..nikt z natury nie jest zly to okolicznosci w jakich sie znalazl moga spowodowac ze sie pogubi,to taka moja dygresja na koniec..powodzenia...
A nie możecie zrobić odwrotnie -on niech jedzie i zarabia a Ty w domu????Z tego co piszesz i to jest strasznie smutne -w mężu nie masz za wiele wsparcia....Z drugiej strony mówiąć mu ,że nie porafi byc ojcem niejako utwierdzasz męża w przekonaniu ,że w tej dziedzinie jest nieudacznikiem i byc może to jest przyczynek tego niepomagania i wyśmiewanie -może on sobie mysli-"po co sie mam wysilac jak żona wie lepiej"Może rzeczywiście najpierw Wam przydałaby się terapia małżeńska,żeby wyprostowac wzajemne relacje.Nie masz łatwo i prędko nie będziesz mieć,on tez -ale macie czwórkę dzieci do wychowania ,a to zobowiązuje do wspólnych działań.Kiedy konie w zaprzęgu ciągną każdy po swojemu to wóz się przewraca......A chyba obojgu Wam zależy ,żeby ten Wasz jechał i jechał:)