08 kwietnia 2014 20:47 / 2 osobom podoba się ten post
greenandyZdaje sobie sprawe doskonale...zdaje tez sobie sprawe jaka jest potoczna opinia o takich osrodkach.Prawda jest taka ze wiele małolatow trafia tam na krótko,szybko wracaja do domu i zaczynaja doceniać to co dają im rodzice...zaczynają ich szanować za to ,że paradoksalnie-postawili sie,rąbneli pięscią w stół.Dziecko potrzebuje autorytetu a nie rodzica-śmiecia,ktorym pomiata...W tym sensie ośrodek owszem-wychowuje,na zasadzie-'popatrz bracie co straciłes ' zmień sie zeby odzyskac to co miałeś.Osrodek to ostatecznosc,ale czasem jest to jedyna forma pomocy,tak POMOCY dla mlodego człowieka
Znam trochę ten temat, moi znajomi pracują jako wychowawcy w ośrodkach dla trudnej mlodzieży. Sporo z tych miejsc naprawdę nie wychowuje, tylko uczy skutecznego cwaniactwa. Zdarza się duża przemoc wobec dzieci, fizyczna czy psychiczna, na którą wychowacy nie mają wpływu. Znam dziewczynę, która trafiła do takiego ośrodka, bo zrobiła pewnemu cudzoziemcowi niewinny wygłup z koleżankami.. .Nie była zdemoralziowana, trochę wagarów w szkole, papierosy, takie rzeczy które prawie kazdy robił jako nasotlatek. Sądzisz, że mając do czynienia z "twardzielkami" stanie się lepsza? Przeciwnie, zechce się im przypodobać i robić o wiele gorsze rzeczy niż do tej pory.
Alinka, jesteś sporo poza domem. Dbaj o kontakt z pasierbem w D, kiedy Cię nie ma w kraju. Rozmawiaj z nim jak najwięcej możesz, pisz maile, niech przynajmniej raz w tygodniu pogada na spokojnie z Tobą, jednak nie w formie rozliczeń, lecz tak po ludzku, zwyczajnie. I chwal jego i siostrę jak pomogą w domu, to da dobre rezultaty. W moim domu ja musiałam byc ojcem i matką, bo mój mąż jest mało wydolny wychowaczo. Udało się mimo tego, że byłam sama, chłopcy i córka wyrośli na miłych, serdecznych, dość ambitnych ludzi. Gdy mają problemy, próbują szukać rozwiązań, nie uciekają przed nimi. Mieli sporo wolności i zawsze byli traktowani z szacunkiem. Daleko mi do bycia bardzo dobrą matka, jestem małomówna i mogę nie mieć z nimi kontaktu przez wiele dni. Nie jest to typowe, ale rozumieją. Ty jesteś inna, masz szanse na większy wpływ. Znam rodziny, gdzie ojciec mało albo wcale nie udziela się wychowawczo, lecz dzieciaki są w porządku, nie sprawiaja problemów. Oczywiście najlepiej byłoby namówic męża do wspólnego działania.