10 kwietnia 2014 20:20 / 10 osobom podoba się ten post
Napiszę tutaj, bo we właściwym temacie nie chcę spamować.
Ja jeszcze do sytuacji Ani. Ktoś tam napisał, że poznałam niemieckie realia.
Nie do końca się z tym zgadzam. Takie coś może się zdarzyć również i w Polsce - to nie zależy od narodu, tylko od ludzi. I tak jak w Niemczech nie jestem wykorzystywana, tak byłam wykorzystywana w Polsce, w szkole. Ktoś powie "ha ha ha - nauczyciel i wykorzystywanie".
Ale tak - przynajmniej 2 razy do roku zostawałam obdarzona zaszczytem wyjazdu do Niemiec, do partnerskiej szkoły. Czy to na wymianę z dzieciakami, czy z dyrektorem na spotkanie z tamtejszym dyrektorem, wyjazdy na jakieś ichniejsze uroczystości zarówno w szkole, jak i te organizowane przez miasto. No i na początku to nawet nie wiedziałam, ze delegacje mi się należą. Wprawdzie jedzenie i zakwaterowanie było, ale i tak się jeszcze coś koło 10 euro na dzień należało. Dowiedziałam się o tym przy pierwszym wyjeździe z dyrektorem - wtedy delegacja została wypłacona - 4 dni, 40 euro - zawsze coś (chociaż dla mnie takie wyjazdy i tak stratą były, bo w tym czasie musiałam korki odwoływać i każdy dzień wyjazdu to jakieś 90zł w plecy był). No to następnym razem jak jechałam, to jak w dym idę po delegację. i co się dowiedziałam? Delegacja się nie należy. Pytam więc dlaczego. A bo to tylko jak jedzie się z dyrektorem to się należy, a jak z dzieciakami to się nie należy..... I jeszcze kilka razy próbowałam, ale nic nie wskórałam. Tylko na wyjazdach z dyrektorem delegacja była. Jedna koleżanka poszła nawet do wiceburmistrz w tej sprawie. Ta jej powiedziała oburzona, że powinna być szczęśliwa, że za darmo za granicę może jechać.
Kolejna sprawa to wykorzystywanie jako tłumacz. Jeszcze rozumiem, gdyby to tylko z okazji przyjazdu Niemców do szkoły. Ale nie. Jak przyjeżdżali Niemcy na zaproszenie burmistrza, to też byłyśmy ciągane na kolacyjki, wyjazdy i nie było możliwości odmowy. Ktoś może jeszcze powiedzieć, że to sama przyjemność. Przyjemność taka, że człowiek ani się nie najadł, bo ciągle tłumaczyć musiał. Raz tylko było fajnie, jak przydzielili mi i koleżance dwóch fajnych Niemców, dali kasę, samochód, kierowcę i kazali cały dzień ich w Poznaniu zabawiać:)
No - ale puenta jest taka, że i w Polsce pracodawcy wykorzystują na maksa. Nie wszędzie oczywiście. Ale w moim mieście jest duże bezrobocie i wtedy hulaj dusza - piekła nie ma. Jak się pracownikowi nie podoba coś, to szybko się dowiaduje ilu innych czeka na jego miejsce. Jako opiekunki mamy chociaż pewność, że możemy opuścić stellę i znaleźć bez problemu inną. I nikt nam nie będzie w kaszę dmuchał.