Jestem po wydanym na moją cześć obiedzie, była część oficjalna, wręczanie prezentu, nie wierzę, dostałam śliczny czytnik E-book Sony ,etui do niego,górę słodyczy,słodki szlafrok ''krowa '' z ogonem i wymionka jako kieszenie(cudo) i zięć Zysi zagrał dla mnie na fortepianie.W części artystycznej,pierwsze skrzypce grała Zysia, zorientowawszy się ,że to nie jej urodziny dostała szału .Mnie żdzieliła w łeb widelcem, wylała kawę na zięcia, córka za blisko podeszła i od dziś będzie miała zdecydowanie cieńszy warkocz. Druga córka szybko spakowała nam resztę obiadu i torta, dostałyśmy na wynos z dostawą do domu. Siedzę w moim na razie szlafroku(ciekawe która córka mi zabierze) patrzę na cudne różowe wymionka,ogonkiem przetarłam ekran lapka.Z torta patrzy marcepanowa żaba, jak zjem jeszcze kawałek ,bez pampersa się nie położę.Przed chwilą dzwonił zięć, za pół godziny będzie pan,założy detektor ruchu przy łóżku, a jutro będa załatwiać łóżko.Polubiłam moją Zysię od początku,ale teraz jestem jej fanką, dała takie przedstawienie,że ja już o nic nie muszę prosić, jak wychodziłyśmy to się przekrzykiwali co jeszcze można zrobić, dla bezpieczeństwa.
