Muszę się pochwalić,ponieważ moja Zysia ma śpiący dzień{w nocy cztery kursy po kwadransie}upiekłam rzeczonego murzynka została mi reszta frużeliny wiśniowej to ją wpakowałam do ciasta,co tu gadać gęba w niebie a niebo w gębie,jako stary łakomczuch zjadłam już 1/4. Zysi dam jak ostygnie,noce teraz zimne okna pozamykane to możemy się zagazować.I tak sobie myślę,do łóżka już mnie chciała zaciągnąć, ale po tym cieście to mnie chyba poprosi o rękę.
