,Bez sensu... Masakra...a Ty koleżanko, nie miałaś iść spać;)?
Przed chwilą przeżyłam chwilę grozy... Było zimno, chciałam zapalić w piecu i pierwszy raz-nic, zgasło, drugi-zgasło, trzeci-jest ogień i jak nie łupnie! Trzaska się i tłucze, normalnie myślałam że wszystko za chwile eksploduje,wyłączam ustrojstwo,przestawiając na "0", łapię telefon i dzwonię do 'kontrolera', pomocy wzywam przez zły, trzęsę się cała...a ten do mnie langsam mówi... Po kolei, co się stało...?-pytał... No więc ja powoli, spokojnie, a przynajmniej się starając tak poczynać. Nagle uświadamiałam sobie że piec już się nie tłucze, więc kontroler pyta , jaki kolor ma płomien, mówię, że pomarańczowy. To dobrze, w komorze było dużo oleju, musi się wypalić, przyjdę rano, bo teraz wszystko gorące i tak nic nie zrobię. Czekaj aż płomień zgaśnie i przestań już płakać...
Stoicki spokój, niesamowite opanowanie-zazdroszczę:)
