Na wyjeździe #14

07 października 2014 09:42 / 1 osobie podoba się ten post
Pewnie - na Twoim miejscu też bym się nie rzucała na nowe, skoro stare jest wystarczająco dobre.
Też taka jestem, że jak mam dobrze, to mało mnie interesuje, że gdzieś mogę mieć lepiej. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma:)
Jak z poprzednim dziadkiem - wiedziałam, że mogę więcej zarobić, mieć przede wszystkim lepsze warunki zatrudnienia, ale samo miejsce na tyle mi się podobało i na tyle dobrze się tam czułam, że nie chciałam nic zmieniać. Los sam zadecydował.
07 października 2014 09:53 / 2 osobom podoba się ten post
wichurra

W DE zaspać to w sumie jeszcze nie koniec świata - chociaż też mi się na poprzednim miejscu zdarzyło to 3 razy i stres zawsze wtedy jest.
Ale największy stresior to miałam pracując w szkole. Pewnego poranka budzi mnie telefon, odbieram, a tam pani wicedyrektor pyta gdzie ja jestem, bo dzieci pod klasą czekają:) To dopiero był sprint. Wtedy po raz pierwszy mnie w szkole bez makijażu ujrzano i od kilku osób (w tym uczniów) padły pytania, czy czasem chora nie jestem, bo jakoś inaczej wyglądam:)

W trzeciej licealnej tak się wycwaniliśmy, że pierwsze 5 min po dzwonku siedzieliśmy pod klasą czekając, kolejne 5 zajmowało nam rozpraszanie się po szkole w celu zejścia z oczu ewentualnym innym profesorom, ale tak żeby w razie czego wrócić do klasy; a po kolejnych 5 zmywaliśmy się do szatni i tam koczowaliśmy, naukę oczywiście za nic mając :)))
Nie zdarzyło się żeby ktokolwiek ze spóźnialskich prof. zmył nam łby, bo dzięki temu zyskiwali czas na ogarnięcie siebie i starcie resztek snu z twarzy.
Oczywiście dotyczyło to pierwszych lekcji, bo z późniejszymi to już różnie bywało, ale szatnię pamiętam o różnych porach dnia :)))))))))))
07 października 2014 10:12
U nas dyrektor był bardzo zasadniczy jeżeli chodzi o porę rozpoczynania lekcji. Drzwi klasy powinny się otwierać równo z dzwonkiem, a nie że jest dzwonek na lekcję, a nauczyciel dopiero z pokoju nauczycielskiego wychodzi. Czasami chodził po korytarzach i sprawdzał. A często w monitoringu obserwował i na rozmowę brał. Tak samo z kończeniem lekcji. Mnie kiedyś wziął na dywanik, bo przez miesiąc mnie obserwował i przez ten miesiąc 3 razy uczniowie wyszli z klasy (po lekcji) równo z dzwonkiem. A co to znaczy? Że lekcja skończyła się wcześniej i uczniowie stali już pod klasą:) Nie pomagały tłumaczenia, że po tych lekcjach mam dyżur na przerwie na boisku, na które dosyć daleko trzeba było iść. A czasem stawał na boisku i sprawdzał, czy punktualnie nauczyciele pojawiają się na dyżurze. Niemożliwością więc było skończyć lekcje równo z dzwonkiem, a jednocześnie niemal równo z dzwonkiem być na dyżurze:)
07 października 2014 10:12 / 1 osobie podoba się ten post
Lili

W trzeciej licealnej tak się wycwaniliśmy, że pierwsze 5 min po dzwonku siedzieliśmy pod klasą czekając, kolejne 5 zajmowało nam rozpraszanie się po szkole w celu zejścia z oczu ewentualnym innym profesorom, ale tak żeby w razie czego wrócić do klasy; a po kolejnych 5 zmywaliśmy się do szatni i tam koczowaliśmy, naukę oczywiście za nic mając :)))
Nie zdarzyło się żeby ktokolwiek ze spóźnialskich prof. zmył nam łby, bo dzięki temu zyskiwali czas na ogarnięcie siebie i starcie resztek snu z twarzy.
Oczywiście dotyczyło to pierwszych lekcji, bo z późniejszymi to już różnie bywało, ale szatnię pamiętam o różnych porach dnia :)))))))))))

to pozno sie wycwaniliscie ha ha dopiero w trzeciej klasie ???? 
07 października 2014 10:14
wichurra

U nas dyrektor był bardzo zasadniczy jeżeli chodzi o porę rozpoczynania lekcji. Drzwi klasy powinny się otwierać równo z dzwonkiem, a nie że jest dzwonek na lekcję, a nauczyciel dopiero z pokoju nauczycielskiego wychodzi. Czasami chodził po korytarzach i sprawdzał. A często w monitoringu obserwował i na rozmowę brał. Tak samo z kończeniem lekcji. Mnie kiedyś wziął na dywanik, bo przez miesiąc mnie obserwował i przez ten miesiąc 3 razy uczniowie wyszli z klasy (po lekcji) równo z dzwonkiem. A co to znaczy? Że lekcja skończyła się wcześniej i uczniowie stali już pod klasą:) Nie pomagały tłumaczenia, że po tych lekcjach mam dyżur na przerwie na boisku, na które dosyć daleko trzeba było iść. A czasem stawał na boisku i sprawdzał, czy punktualnie nauczyciele pojawiają się na dyżurze. Niemożliwością więc było skończyć lekcje równo z dzwonkiem, a jednocześnie niemal równo z dzwonkiem być na dyżurze:)

Pomyłka - w tym zdaniu: A co to znaczy? Że lekcja skończyła się wcześniej i uczniowie stali już pod klasą:)

Powinno być, że uczniowie stali pod drzwiami klasy, czekając na wyjście.
07 października 2014 10:23
Czy nie powinno być : uczniowie stali przed drzwiami klasy, czekając na wejście.
07 października 2014 10:26
bieta

Czy nie powinno być : uczniowie stali przed drzwiami klasy, czekając na wejście.

Nie - stali przed drzwiami klasy od wewnątrz i czekali na wyjście:) To już po zakończeniu lekcji było, a taka sytuacja była niedopuszczalna. Dzwonek kończy lekcję, a nie że lekcja kończy się np. minutę przed dzwonkiem i uczniowie przez ten czas się pakują i ustawiają przed dzrwiami, żeby równo z dzwonkiem wyjść. 
07 października 2014 10:30
Zgadza się, źle przeczytałam (wyjście-wejście). :))))))
07 października 2014 11:03 / 2 osobom podoba się ten post
ORIM

to pozno sie wycwaniliscie ha ha dopiero w trzeciej klasie ???? 

Mireczku, bo wcześniej byliśmy najgrzeczniejszą i najspokojniejszą klasą w całym LO :)))
Ale przyszły wakacje'92 i to były - jak się we wrześniu okazało - niezapomniane wakacje dla każdego z nas, oczywiście każdy miał inny powód, mający wspólny mianownik, mianowicie pierwszą miłość :))) Dlatego od początku roku szkolnego mieliśmy w głowach wszystko inne, tylko nie naukę... No i wiadomo że trzeba było gdzieś to wszystko obgadać, przewałkować, a po lekcjach każdy pędził w swoją stronę - jedni do bursy, inni na stancje, jeszcze inni na autobus czy pociąg. Miejscowych miastowych w klasie było najmniej... To jak było sobie radzić? :)))
07 października 2014 12:13 / 5 osobom podoba się ten post
Mam teraz pauzę,lecę po wodę święconą do koscioła,bo koszmarów c.d :))
07 października 2014 12:23 / 3 osobom podoba się ten post
Ha, ha - pudlo !
pierwszy z lewej tytulu nie posiada, drugi (srodkowy) - "Meta", ostatni to jest "Krajobraz" ... Takich krajobrazow bylo wiele w roznej konfiguracji kolorystycznej i ustawione poziomo lub pionowo, darowalam soboe kontemplacje i wyszlam ...
07 października 2014 12:43 / 2 osobom podoba się ten post
ivanilia40

Mam teraz pauzę,lecę po wodę święconą do koscioła,bo koszmarów c.d :))

To poswiec nas tez tu troche,moze i zabladzone owieczki sie odnajda 
07 października 2014 12:50 / 4 osobom podoba się ten post
Pochwalony ;)
Dziś w sumie nawet mamy w Monachium piękną pogodę , słońce świeci i grzeje jak w lipcu. Humory nam dopisują :))
Alles klar.
Ale do pewnego momentu... dopuki nie dostałam Periode :/
Cału mój dobry humor szlag trafił.
Brzuch mnie boli i jeszcze chyba ( nie wiem tego na 100 %) mogę mieć wolne popołudnie.
Ale weź i jedź do miasta cała obolała.
Zgłaszam sprzeciw.
Dziś chetnie zostanę w domku .
Mam balkonik , papieroski , kawke zrobię i posiedzę sobie trochę na swieżym i ciepłym ( jeszcze ) powietrzu ;)
Miłego dnia życze ;)
07 października 2014 13:26 / 1 osobie podoba się ten post
W niedzielę zadzwoniłam do domu i dowiedziałam się od synowej, że moja Mama która mieszka w mojej miejscowości z moją siostrą, przewróciła się i leży w szpitalu, prawdopodobnie do wymiany staw biorowy. Kiedy dzzwonię do siostry nie odbiera komórki, domowego i szwagier tez nie. Moja siostra jest wielce obrażona,że wyjeżdzam za granicę opiekuję się "starymy niemramy"- cytuję a ona jest skazana na mamę. Kiedy jestem w domu cały czas mamię pomagam, jeżdzę z nią po lekarzach i jak tylko mogę nadrabiam zaległości.Siostra moja całę zycie ma depresję i pretensje do mnie o wszystko. Co ja mam zrobić, dzwoniłam do szzpitala, szpital informacji nie udziela.Jestem zdenerwowana nie iem co zrobić.? Dzisiaj synowa ma jechać do siostry i się dowiedzieć-. Jestem kłębkiem nerwów. Trzy lata temu, kiedy Mama miała zakładaną endoprotezę kolana, siedziała całe 2 miesiące w szpitalu razem z rehabilitacją i dojezdzałam pociagiem, 70 km, siostra była trzy razy, ale nie chodzi o to ile razy, kto i co tylko o niezaradność siostruni. Cały czas byłam na wezwanie, teraz jest gniew(: 
07 października 2014 13:32 / 5 osobom podoba się ten post
michasia

W niedzielę zadzwoniłam do domu i dowiedziałam się od synowej, że moja Mama która mieszka w mojej miejscowości z moją siostrą, przewróciła się i leży w szpitalu, prawdopodobnie do wymiany staw biorowy. Kiedy dzzwonię do siostry nie odbiera komórki, domowego i szwagier tez nie. Moja siostra jest wielce obrażona,że wyjeżdzam za granicę opiekuję się "starymy niemramy"- cytuję a ona jest skazana na mamę. Kiedy jestem w domu cały czas mamię pomagam, jeżdzę z nią po lekarzach i jak tylko mogę nadrabiam zaległości.Siostra moja całę zycie ma depresję i pretensje do mnie o wszystko. Co ja mam zrobić, dzwoniłam do szzpitala, szpital informacji nie udziela.Jestem zdenerwowana nie iem co zrobić.? Dzisiaj synowa ma jechać do siostry i się dowiedzieć-. Jestem kłębkiem nerwów. Trzy lata temu, kiedy Mama miała zakładaną endoprotezę kolana, siedziała całe 2 miesiące w szpitalu razem z rehabilitacją i dojezdzałam pociagiem, 70 km, siostra była trzy razy, ale nie chodzi o to ile razy, kto i co tylko o niezaradność siostruni. Cały czas byłam na wezwanie, teraz jest gniew(: 

Nie załamuj się dziewczyno. Nigdy nie uda Ci się wszystkim dogodzić. Twoja siostra ma pretensje, że wyjeżdżasz ale czy pomoglaby Ci gdzybyś tego nie robiła? Zakładam, że to sytuacja ekonomiczna skłoniła Cię do tego. Prócz tego nie zajmuje się mamą sama bo jak wracaszz odciążasz ją. Z jej strony takie zachowanie jest bardzo dziecinne. Przyzwyczaila się, że nie ma obowiązków i teraz jest obrażona. Pomyśl o podarowaniu mamie telefonu. Co prawda zapłacisz za niego, ale będziesz mogła do niej zadzwonić w sytuacji awaryjnej. I będziesz spokojniesza. A dla nas to najważniejsze z uwagi na brak możliwości zareagowania na zmiany w domu.