Cześć Dziewczyny, ja już po tej niemieckiej stronie .
Opowiem Wam historie o najgorszej ofierze losu, czyli o sobie. Dojechałam dzisiaj do Norymbergii przed czasem. Koordynatorka, która mnie zawsze odbierała miała wyłączony telefon, zadzwoniłam do głównego koordynatora, a ten , gdy grzecznie zapytałam, czy ktoś po mnie przyjedzie to wyjechał na mnie z buzią, że skoro nie dzwoniłam, to nie przyjeżdżał. Zapytałam, czy zna rozkład autobusów.... i numer do mnie, bo mnie miał zupełnie kto inny odbierać i powinnam zostać poinformowana o zmianie. Po prawie 2 godzinnym postoju na dworcu w końcu wsiadłam do ciepłego autka. Przyjechałam na miejsce (jestem tutaj 3 raz) i koordynator stwierdził, że weźmie od razu zmienniczkę ze sobą, aby nie przyjeżdżać tutaj 2 raz. Zmienniczka ma do 21.50 pokręcić się po Norymberdze, a ewentualnie może mu posprzątać mieszkanie.
Ja z marszu do obowiązków, (chociaż mam dzisiaj nie płacone). Dobrze, że dziewczyna obiad prawie przygotowała, bo musiałabym jeszcze i to robić. Mam nadzieję, ze uda mi się dzisiaj odrobinkę złapać snu, bo padam na twarz.
No i jeszcze dowiedziałam się, że poprzednia dziewczyna tylko raz zadzwoniła do męża a do dalszej rodziny wcale (nie to co ja) , no i ona ciągle biegała ze szmatką, nawet na drabinie, a ja dzisiaj odmówiłam, gdy Babcia przyniosła mi drabinę i powiedziała, że mam szafki w łazience wypucować, łącznie ze środkiem.
Jest dobrze .....
