kasiachodziezNo Baśka zlituj się bo zaraz ja będe też ryczeć,mi się szybko udziela, a jak czytam takie smutne historie opiekunek jak twoja to łzy już wypłynęły na powierzchnie,a ja się dzisiaj niedzielnie zrobiłam :)))
Nie płacz Kasiu, tak się u mnie nazbierało i zrobiam coś, co moja babcia uznawała za życiowy błąd, głosno o tym powiedziałam. Według mojej babci, o której czesto tutaj wspominam, prawdziwa dama przeżywa swoje rozterki w zaciszu swojego buduaru. No, a mnie się wylało, bo buduar niekonieczny, zacisza tez nie ma, a najgorsze jest chyba to, że do damy to mi daleko. Raz na wozie, raz pod wozem, jak mam problem sama ze sobą to jakoś sobie radze, ale bardzo przeżywam problemy swoich bliskich. Nie ma tego złego.... podobno. Moja historia nie jest smutna, wręcz przeciwnie, to historia, jak dwoje ludzi, bez poparcia rodziny, po przejściach, odnajdują się w tym popieprzonym świecie, wychowują dzieci, radzą sobie ze śmiercią i chorobą najblizszych, z wlasnym chorobami. Mają małą grupkę przyjaciół młodszych od siebie, jakoś to idzie, ale sił co raz mniej i tylko to mnie martwi. Nie płacz Kaśka !!!!
Idę na spacer, nie chcę mi się, ale pogoda ładna, może wiewiórę zobaczę.