02 października 2014 19:24 / 6 osobom podoba się ten post
ewa.pDzięki Orim za wyjaśnienie, bo ja cały czas myślałam, że mogę wyjść tylko jak ktoś mnie zmieni, a wychodząc na zakupy to też ryzykuję. No i miesiąc z wywalonym jęzorem biegiem do sklepu i z powrotem. No ale to również zasługa mojej zmienniczki, powiedziała, że nie ma kto przyjeżdżać do pdp, żebym mogła mieć wolne i wyjść , a ona też nie wychodziła.
A myślałam, że skoro taka doświadczona i tyle lat tu już jeździ do pracy to mogę w pełni jej ufać - pomyliłam się bardzo
Czytam Twoje perypetie i mogę powiedzieć Ci,że na prawdę jestem dumna z Ciebie jak świetnie załatwiasz sprawy.Nie dałaś sie zrobić w konia przez "koleżankę",dzwonisz do agencji i starasz się o względny spokój za to wielkie graulacje.
Pisałam ,że już drugi raz spotykam się z tym ,jak jedna drugiej potrafi koło nosa zrobić,kłamią o warunkach pracy i nastawiają przeciw następnej pdp,to poprostu chamstwo,ja czegoś takiego nigdy nie zrozumiem.
Moja pdp do dziś była mrukliwa,mało ze mną rozmawiała,a dziś babcia gadała jak karabin maszynowy i cały czas była uśmiechnięta. Myślę,że chyba potrzebowała czasu na zaakceptowanie mnie,albo były to działania mojej poprzedniczki. mogę tak myśleć,bo tak jak żle opowiadała mi o całej rodzinie pdp i jej samej ,można myśleć ,że to samo mogła im opowiadać o mnie,wcale mnie nie znając.
No i powiedzcie sami,jak można się nie zrazić do Polaków za granicą....