14 lutego 2015 20:03 / 1 osobie podoba się ten post
BenitaSprzątanie to metafizyka - ale tylko swojego gniazda.
Zmieniałam kiedyś dziewczynę - super babeczka i wirtuoz w kuchni. Znała się na zdrowym jedzeniu, jadła zdrowo i tak gotowała. W kuchni spędzała duuużo czasu i lubiła mieć wszystko "na wierzchu". Sprzątała i porozstawiane miała te przedmioty i produkty w zorganizowany swój sposób. No i fajnie. Tylko że ja z tych minimalistek. Dla mnie kuchnia najpiękniejsza, gdy wygląda jak laboratorium - wszystko pochowane - puste blaty. Uważam, że obie byłyśmy ok., tylko inaczej to widziałyśmy i inaczej funkcjonujemy. Przyjechałam - pochowałam po swojemu, żeby wiedzieć, gdzie co mam. i jest fajnie.
W odwiedzanych domach nie zauważam czy są zasłony i w jakim kolorze, za to wiem, co gospodarze czytają i jak przechowują swoje książki. Jaki mają system uporządkowania. Czy czytają i kto w tej rodzinie. Raz naprawdę byłam zaskoczona. Książki ułożone były...według kolorów grzbietów. Podobało mi się bardzo, ale nie przeniosłam do swego domu, bo dla mnie w segregacji książek nie o kolor chodzi - ale przyznaję, wyglądało fajnie.
Książki- mam znajomą,u któej w salonie na honorowej meblościance tez ksiązki kolorami stoją-każda półka inny kolor, inny autor ,niektóre nawet kartek nie maja porozcinanych-stoja tak sobie od nowosci mieszkania ,ze 20 lat:)
Zmienniczki/cy/ - ostatnio zmieniałam młodego chłopaka i w pozytywnym szoku byłam jaki po sobie porządek zostawił:)Jeszcze nigdy na zmienniczkową "minę" nie trafiłam i sama też staram się po sobie chlewu nie zostawiać:)