23 listopada 2014 07:16 / 4 osobom podoba się ten post
Widzę że jest Nas czuwających coraz więcej,bronimy Tych naszych dziadeczków przed Kostuchą, ale tak naprawdę niewiele można zrobić. Wczoraj też cały czas byłam na czuwaniu ,a i noc minęła niespokojnie. Zysia ma takie chwile, że nie wiem czy jest tutaj ,czy już jedną nogą tam. Biegałam kilka razy w nocy ,bo żle oddycha,też wpada w bezdechy. Mówiłam rodzinie,ale Oni powiedzieli ,że skoro lekarz stwierdził ,że tak ma być to nie będą go wzywać. To czekam i biegam,ale jest mi okropnie. Ta niemoc mnie dobija,Zysia albo wpada w euforie,albo siedzi w kokonie, jeszcze tak nie miałam.Zawsze było tak ,że albo chory odchodził,albo wiadomo było że to niebawem, teraz niby wszystko dobrze,a za chwilę załamanie,mija trochę czasu i Zysia fit,przynosi buty i chce na spacer. Boję się z Nią wychodzić ,żeby nie zasłabła,ale jak mamy zostać w domu skoro prosi i czuje się doskonale. Wykończy mnie ta obserwacja, wiem że wszystkiego nie przewidzę,ale jak mam Ją chronić nie przewidując pewnych sytuacji? A tu jak na kolejce górskiej ,szybko w górę i jeszcze szybciej w dół.