Na wyjeździe #20

01 lutego 2015 14:29 / 1 osobie podoba się ten post
U mnie odwrotnie praktyka jest gorzej z teoria,pojezdzilam sobie juz troche bez :)tylko cichosza:))))
01 lutego 2015 14:30
Oj, tam oj tam, nauczy się przecież! Kasia to twarda dziewczyna, jeden słup jej nie złamie. Poza tym, to juz do Kasi uwaga......niech Cię uczy instruktor, a nie mąż własny. Wierz mi, tak jest lepiej!
01 lutego 2015 14:33 / 2 osobom podoba się ten post
doda1961

Andrea, to Ty musisz do mnie wpaść przy okazji naszego łódzkiego spotkania. Wiekowych rzeczy, nie wyłączając mebli, u mnie dostatek, podobnie jak porcelany. Nie na darmo latam na wszystkie flohmarki w okolicy :))))))))))))), a i w Polsce namiętnie do Poddębic jeżdzę na zakupy. Tam kiedyś prawie w każdym domu było pełno staroci na sprzedaż. Teraz poszli z duchem czasu i postawili foliowe ;) hale przy trasie z Łodzi.
Na ogół z Niemiec wracam samochodem wypakowanym po sufit :)))))))))), ale moja największą perełką jest secesyjny kredens. Szkoda, że nie wziełam czytnika do zdjęć, bo bym wkleiła fotografię tego cudeńka. Zdarzyło mi się z Bawarii targać w walizce dzięwiętnastowieczny zegar kominkowy, a podróżowałam wtedy autobusem :))))))))))) Tutaj w DDR flohmarki są biedne, a jak juz jest jakaś perełka , to cena z kosmosu, jednakże czasami uda mi się coś kupić w dobrej cenie.

O matko, ja marze o takim zegarze:) Mam nadzieje,że jak wrócisz do domu to wkleisz zdjecie, chociaż oko naciesze:) Ja też targałam z DE stary mosieżny żyrandol - duży( prezent od córki pdp, na pamiatke po podopiecznej), ostatnio dokupiłam do tego dwa karnisze.
01 lutego 2015 14:34 / 4 osobom podoba się ten post
Nie mogę znaleźć Pochwalijek, więc chwalę się tutaj. Mam nadzieję, że Wielki Brat mi wybaczy.
Oto prezentuję moją kolekcję młynków z roku 2006. Kolekcja do dziś została znacznie uzupełniona, wprost proporcjonalnie do dewaluacji mojej urody :)))))))))))))))
To był Dzień Rodzica w szkole mojego dziecka pod tytułem ,,Nasze pasje i koniki,,
01 lutego 2015 14:40 / 1 osobie podoba się ten post
Bardzo dobrze, poza tym mąż ma na ogół dość hm.....emocjonalny stosunek do zony, w kontekscie prowadzenia samochodu, więc lepiej z obcym jak z własnym chłopem nauki pobierać!
01 lutego 2015 14:41
Jak by Ci zbywał....to ja chętnie się nim zaopiekuję :)))))))))))
01 lutego 2015 14:41
doda1961

Nie mogę znaleźć Pochwalijek, więc chwalę się tutaj. Mam nadzieję, że Wielki Brat mi wybaczy.
Oto prezentuję moją kolekcję młynków z roku 2006. Kolekcja do dziś została znacznie uzupełniona, wprost proporcjonalnie do dewaluacji mojej urody :)))))))))))))))
To był Dzień Rodzica w szkole mojego dziecka pod tytułem ,,Nasze pasje i koniki,,

Surducik też z epoki ;)?
01 lutego 2015 14:43 / 1 osobie podoba się ten post
salazar

Surducik też z epoki ;)?

Surducik zakupiony w Londynie, nie mylić z Lądkiem, więc sobie proszę podśmichujek tutaj nie robic :))))))))))))))))))))))))))
Przypominam, że to był rok 2006 i surducik ów był modowym szałem :))))))))))))))
01 lutego 2015 14:46 / 1 osobie podoba się ten post
mleczko47

Wyjątkowo Pani bardzo sympatyczna,musiała byż w młodosci ładą kobieta.Ale nie to ważne - sa ludzie u ktorych dobroć widać na twarzy i to jest taki człowiek a wyjatkowej krasy dodaje fakt,że skonczyła 100 lat. Zyczę jeszcze długich lat życia i takiej opiekunki jak Gosia.

Dziękuję Mleczko!!!! 
 
Wszystkim życzę takiej podopiecznej.
 
A teraz szukam rannego pampersa ( moja Dama ubrała się sama, gdzie jest pampers????)
 
Portfel też gdzieś jest ale gdzie??????????
 
Muszę włączyć całą moją inteligencję, żeby PDP przestała myśleć o portfelu. A ja o tym zaginionym pampersie będę myśleć.
 
01 lutego 2015 14:46 / 1 osobie podoba się ten post
Przy okazji zakupu wspomnianego surducika, jaja byly jak berety komandosów :)))))))))) Ja po angielsku znałam wtedy 4 słowa ( dziś znam 6 ) i gimnastykowałam się bardzo językowo, żeby ów nabyć, bo to butik był, a nie tam żadna sieciówka.
Więc pół po angielsku, pół po niemiecku jakoś radę dałam, po czym okazało się, że ekspedientka to czystej krwi Polka była :))))))))))))))))
01 lutego 2015 14:49 / 1 osobie podoba się ten post
doda1961

Surducik zakupiony w Londynie, nie mylić z Lądkiem, więc sobie proszę podśmichujek tutaj nie robic :))))))))))))))))))))))))))
Przypominam, że to był rok 2006 i surducik ów był modowym szałem :))))))))))))))

Wcale nie wątpię, że był, skoro się w niego przyoblekłaś :).
Mogłaś dzieci i rodziców do domu zaprosić i szafy z ciuchami i butami pokazać, wtedy poznaliby prawdziwe hobby pani Dody :D.
 
01 lutego 2015 14:50 / 1 osobie podoba się ten post
doda1961

Bardzo dobrze, poza tym mąż ma na ogół dość hm.....emocjonalny stosunek do zony, w kontekscie prowadzenia samochodu, więc lepiej z obcym jak z własnym chłopem nauki pobierać!

Mąż do tego sie wogóle nie nadaje!:( Ja swojego to chciałam wyrzucic na pierwszym zakrecie.:)
 
01 lutego 2015 14:51
salazar

Wcale nie wątpię, że był, skoro się w niego przyoblekłaś :).
Mogłaś dzieci i rodziców do domu zaprosić i szafy z ciuchami i butami pokazać, wtedy poznaliby prawdziwe hobby pani Dody :D.
 

Oj tam, oj tam, no na coś przecież musze te cięzko zarobione pieniądze wydać :))))))))))))))))))))))
01 lutego 2015 15:34 / 4 osobom podoba się ten post
Tak to jest z meżami:( Ja dośc krótko wtedy miałam prawo jazdy( miałam też prawie dwuletnia przerwe w jeżdzie, no bo, kto zamienia malucha na BMW?, nieważne ,że stare, ale BMW" jeżdziło samo", wcale nie chciało mnie sie słuchac, jeszcze do tego wsteczny- taki "nienormalny brr", wiec nie jeżdziłam).No, po jakimś czasie sprzedaliśmy to "cacko", kupiliśmy poloneza, nowego. a co, trzeba wspierac rodzimy przemysł:). No, troche jeżdziłam, ale mąż lepiej..., wiadomo... I był taki moment,że mąż miał służbowy samochód, nasz stał na parkingu, a ja do pracy ... autobusem.Gdy zadzwonli z przedszkola,że chyba syn ma złamaną reke- powiedziałam, basta- tam dojechałam taksówką, do lekarza swoim samochodem. I od tej pory jeżdze, tak już 23 lata... A, chyba  musze sie pochwalic,może niektórzy pamietaja, w Polsce była straszna gołolec, w warmińsko- mazurskiem, przysłowiowa szklanka, ruch sparaliżowany, nie jeżdziły autobusy, całkowity paraliż- tylko Bublewicz założyl kolce na koła i wybrał sie do Warszawy - tak podawały media, ja wtedy wracłam z pracy do domu ( nie było komórek, wszyscy sie martwili, nie wiedzieli, co jest), jechałam długo, ulice puste, ale ja i samochód dojechaliśmy cali:)
01 lutego 2015 16:27 / 2 osobom podoba się ten post
Egzamin byl w piatek, jutro poznam wyniki, chyba nie bede zachwycona, za dluga przerwa byla i w dodatku mysle o czym innym, trudno mi sie skupic. A, tam, grunt, ze jest lepiej! No i to na razie koniec nauki. Teraz z kolei raz w tygodniu przychodzic bedzie specjalista od wymowy, akcentu i takich innych - ma dykcje aktora, byl w szkole, nawet troche wystepowal tu w teatrze, ale stwierdzil, ze nie nadaje sie na artyste - za duzy stress i teraz ... uczy aktorow dykcji !
 
Trafilam, fakt, ale to ma dwie strony, bez wyslilku z mojej strony nic by z tego nie wyszlo, a pozniej - to juz z gorki bylo i caly czas tak sie toczy.