09 lutego 2015 22:21 / 10 osobom podoba się ten post
Minął tydzień mojej pracy w nowym miejscu.
Byłam pełna obaw i strachu jak tym razem trafię,
gdyż podobno nic dwa razy w życiu się nie zdarza, a po po pierwszej dobrej stelli myślałam że już tak szybko dobrze nie trafię.
Firma stanęła na wysokości zadania, jestem w tym miejscu pierwsza tak jak chciałam, mogę więc ustawiać zjazdy pod siebie 3-4/1
tak miałam ustalone, jeśli miejsce okaże się dobre i będę chciała zostać tutaj.
Babunia ma 89 lat i Parkinsona, główka sprawna, chodzi tylko przy rolatorku , z łózka na fotel, lub do jadalni, resztę czasu spędza w fotelu,
mają z dziadulkiem takie wypasione, elektryczne, podnoszone z wysuwanymi podnóżkami.
Jestem tutaj do pomocy Ani /tak mam ją nazywać, z dziadulkiem i resztą rodziny też na ty/.
Rano małe mycie, klo /krzesełko/, ubranie, przygotowanie śniadanka, potem Ani na fotel, a ja do obiadku wolne.
Dziadek też schorowany, cukrzyca i 6 bajpasów, ale jest samoobsługowy zupełnie, jeszcze rwie się żeby mi przy żonie pomagać,
widać, że nauczony do pracy cały czas.
Z obiadkami jest wesoło, bo tu pałeczkę dzierży Heinz, ja na razie robię za pomoc i ucznia.
Dziadzio nigdy nie gotował, pracował , i jak Ani zachorowała to się sam uczył, metodą prób i błędów.
Dużo bazuje na gotowcach i połfabrykatach, ale smaczne mu to wychodzi, nie chcę też tak mu ostatniej przyjemności odbierać, niech sobie poszaleje od czasu do czasu w kuchni.
Gotowanie jest zupełnie inne niż w poprzednim miejscu, starsi państwo preferują szwabską kuchnię, której ja zupełnie nie znam
i wiele tutejszych wynalazków i połączeń niezmiennie mnie zadziwia od tygodnia.
Pomału przejmuję stery w kuchni, śniadania i kolacje już szykuję sama, uzgadniamy tylko na co dziś jest ochota.
Niczego nie brakuje, lodówka , szafki, zamrażarka pełne, słodkie wypieki, owoce, jogurty..
Cały czas słyszę, że za mało jem, za mało nakładam, obkładam, a ileż można pchać w siebie.
Oboje są bardzo sympatycznymi ludźmi, Ani jest cichutka, uśmięchnięta mimo choroby, za wszystko dziękuje,
przeprasza , że muszę w nocy do niej 3 razy wstawać, bardzo ją to stresuje i kreępuje, mimo że powtarzam, ze przecież po to tu jestem.
Zakupy raz w tygodniu jego samochodem, teraz prowadził dziadulek sam, ale od syna wiem, ze pomału chcą go od auta i zakupów odsunąć.
Już byłam na próbnej jeździe z synem.
Do koszyka ładujemy wszystko co kto lubi i na co ma ochotę, nic nie brakuje.
Od 13 praktycznie wolne, mam pauzę do 16, mogę wyjść, potem też nie muszę z nimi siedzieć, wystarczy ze jestem w pokoju obok,
choć nieraz biorę lapka lub czytnik na kolana i idę do nich.
O 17.30 kolacja, Ani klo, i potem do 21.30 to samo, wystarczy że jestem w pokoju obok, albo z nimi, egal....
Raz w tygodniu sprzątanie i pranie , nic się nie prasuje.
Dobre miejsce i atmosfera, jedynym mankamentem jest brak stałego internetu, ten ze sticka co mam jest za słaby, albo go wcale nie ma. W sobotę był młodszy syn /jest wdowcem, mieszka 10 km stąd/ mają w ogóle trzech /60-65 lat/ i wyglądało, ze się przejął tematem, myśli o ruterze, sprawa jest rozwojowa..... Najstarszy z synów mieszka w tej samej miejscowości z rodziną, wpada ze 3 razy w tygodniu, z jakimiś zakupkami i zobaczyć czy czegoś jeszcze nie trzeba.
Oby Ani pożyła jak najdłużej, bo wygląda, że znowu trafiłam na idealne dla mnie miejsce.