Na wyjeździe #20

09 lutego 2015 15:11 / 7 osobom podoba się ten post
moi Kochani-przezylam-od 20 minut jestem w domku-bylam na zakupach -gdyz przeciez zyje na swoim-tesknilam za polskim jezykiem wiec spiesznie do was pisze-nie jestem pisarka ani nie mam daru do literackiego pisania ale postanowilam bedac w pracy zalozyc swojego bloga na temat praca w haim-poczatki -moje ..........powoli jak ochlone troszke-napisze wam jak wyglada ta praca w moim miejscu-nie chce zasmiecac teraz watku ,,na wyjezdzie,,.bardzo chce w miare mozliwosci i czasu uczestniczyc w zyciu forum.a teraz z calego serduszka dziekuje za dobra energie jaka otrzymalam od Was w dniu dzisiejszym.....bardzo do potegi entej byla mi potrzebna-:))))))))
09 lutego 2015 15:12 / 1 osobie podoba się ten post
reanata

moi Kochani-przezylam-od 20 minut jestem w domku-bylam na zakupach -gdyz przeciez zyje na swoim-tesknilam za polskim jezykiem wiec spiesznie do was pisze-nie jestem pisarka ani nie mam daru do literackiego pisania ale postanowilam bedac w pracy zalozyc swojego bloga na temat praca w haim-poczatki -moje ..........powoli jak ochlone troszke-napisze wam jak wyglada ta praca w moim miejscu-nie chce zasmiecac teraz watku ,,na wyjezdzie,,.bardzo chce w miare mozliwosci i czasu uczestniczyc w zyciu forum.a teraz z calego serduszka dziekuje za dobra energie jaka otrzymalam od Was w dniu dzisiejszym.....bardzo do potegi entej byla mi potrzebna-:))))))))

powodzenia..i jeszcze raz powodzenia
09 lutego 2015 15:34 / 2 osobom podoba się ten post
reanata

moi Kochani-przezylam-od 20 minut jestem w domku-bylam na zakupach -gdyz przeciez zyje na swoim-tesknilam za polskim jezykiem wiec spiesznie do was pisze-nie jestem pisarka ani nie mam daru do literackiego pisania ale postanowilam bedac w pracy zalozyc swojego bloga na temat praca w haim-poczatki -moje ..........powoli jak ochlone troszke-napisze wam jak wyglada ta praca w moim miejscu-nie chce zasmiecac teraz watku ,,na wyjezdzie,,.bardzo chce w miare mozliwosci i czasu uczestniczyc w zyciu forum.a teraz z calego serduszka dziekuje za dobra energie jaka otrzymalam od Was w dniu dzisiejszym.....bardzo do potegi entej byla mi potrzebna-:))))))))

Renetko, ja Ciebie podziwiam i życzę Ci najlepszego. 
09 lutego 2015 15:52 / 1 osobie podoba się ten post
A ja bardzo czekam na bloga:)
09 lutego 2015 16:02 / 2 osobom podoba się ten post
Marta

A ja bardzo czekam na bloga:)

Możesz go zacząć pisać już dziś

09 lutego 2015 16:23 / 1 osobie podoba się ten post
Na bloga Renatki czekam!
Jaaa? Nie,antytalent pisarski jestem ,niestety:(
09 lutego 2015 18:17
Wreszcie sama z PDP , wszyscy juz poszli , a to znak , ze poniedzialek zaliczony uuffff...
PDP juz w wyrku jeszcze tylko kolacje podam i pelny luzikkkk....
09 lutego 2015 19:33
Mi czasem maz przynosil kolacje do wyrka jak mi sie nie chcialo isc do kuchni haha
09 lutego 2015 19:43
Ciekawe co by twoj maz powiedzial gdybys mu zaproponowala to 10000 eur  za taka usluge przynoszenia kolacji do wyrka.
09 lutego 2015 19:45 / 2 osobom podoba się ten post
A mój właśnie powiedział do psa / rodzaju żeńskiego /- pogłaskaj sie sama,ja nie mam czasu...no co sie z tymi facetami wyprawia,brak słów...
09 lutego 2015 19:49 / 1 osobie podoba się ten post
alinka1339

Ciekawe co by twoj maz powiedzial gdybys mu zaproponowala to 10000 eur  za taka usluge przynoszenia kolacji do wyrka.

A ja jestem pewna ze Andrei 1000 facetów za darmochę by przyniosło kolacje do łóżka....
i może powinna to powiedzieć mężowi??
09 lutego 2015 21:50 / 1 osobie podoba się ten post
Mój też mi podobnie mówi, a ja mu wtedy poczekaj Kochany jak dostaniesz "męskiej"grypy...............
09 lutego 2015 22:21 / 10 osobom podoba się ten post
Minął tydzień mojej pracy w nowym miejscu.
Byłam pełna obaw i strachu jak tym razem trafię,
gdyż podobno nic dwa razy w życiu się nie zdarza, a po po pierwszej dobrej stelli myślałam że już tak szybko dobrze nie trafię.
Firma stanęła na wysokości zadania, jestem w tym miejscu pierwsza tak jak chciałam, mogę więc ustawiać zjazdy pod siebie 3-4/1
tak miałam ustalone, jeśli miejsce okaże się dobre i będę chciała zostać tutaj.

Babunia ma 89 lat i Parkinsona, główka sprawna, chodzi tylko przy rolatorku , z łózka na fotel, lub do jadalni, resztę czasu spędza w fotelu,
mają z dziadulkiem takie wypasione, elektryczne, podnoszone z wysuwanymi podnóżkami.
Jestem tutaj do pomocy Ani /tak mam ją nazywać, z dziadulkiem i resztą rodziny też na ty/.
Rano małe mycie, klo /krzesełko/, ubranie, przygotowanie śniadanka, potem Ani na fotel, a ja do obiadku wolne.
Dziadek też schorowany, cukrzyca i 6 bajpasów, ale jest samoobsługowy zupełnie, jeszcze rwie się żeby mi przy żonie pomagać,
widać, że nauczony do pracy cały czas.

Z obiadkami jest wesoło, bo tu pałeczkę dzierży Heinz, ja na razie robię za pomoc i ucznia.
Dziadzio nigdy nie gotował, pracował , i jak Ani zachorowała to się sam uczył, metodą prób i błędów.
Dużo bazuje na gotowcach i połfabrykatach, ale smaczne mu to wychodzi, nie chcę też tak mu ostatniej przyjemności odbierać, niech sobie poszaleje od czasu do czasu w kuchni.
Gotowanie jest zupełnie inne niż w poprzednim miejscu, starsi państwo preferują szwabską kuchnię, której ja zupełnie nie znam
i wiele tutejszych wynalazków i połączeń niezmiennie mnie zadziwia od tygodnia.
Pomału przejmuję stery w kuchni, śniadania i kolacje już szykuję sama, uzgadniamy tylko na co dziś jest ochota.
Niczego nie brakuje, lodówka , szafki, zamrażarka pełne, słodkie wypieki, owoce, jogurty..
Cały czas słyszę, że za mało jem, za mało nakładam, obkładam, a ileż można pchać w siebie.

Oboje są bardzo sympatycznymi ludźmi, Ani jest cichutka, uśmięchnięta mimo choroby, za wszystko dziękuje,
przeprasza , że muszę w nocy do niej 3 razy wstawać, bardzo ją to stresuje i kreępuje, mimo że powtarzam, ze przecież po to tu jestem.

Zakupy raz w tygodniu jego samochodem, teraz prowadził dziadulek sam, ale od syna wiem, ze pomału chcą go od auta i zakupów odsunąć.
Już byłam na próbnej jeździe z synem.
Do koszyka ładujemy wszystko co kto lubi i na co ma ochotę, nic nie brakuje.

Od 13 praktycznie wolne, mam pauzę do 16, mogę wyjść, potem też nie muszę z nimi siedzieć, wystarczy ze jestem w pokoju obok,
choć nieraz biorę lapka lub czytnik na kolana i idę do nich.
O 17.30 kolacja, Ani klo, i potem do 21.30 to samo, wystarczy że jestem w pokoju obok, albo z nimi, egal....

Raz w tygodniu sprzątanie i pranie , nic się nie prasuje.
Dobre miejsce i atmosfera, jedynym mankamentem jest brak stałego internetu, ten ze sticka co mam jest za słaby, albo go wcale nie ma. W sobotę był młodszy syn /jest wdowcem, mieszka 10 km stąd/ mają w ogóle trzech /60-65 lat/ i wyglądało, ze się przejął tematem, myśli o ruterze, sprawa jest rozwojowa..... Najstarszy z synów mieszka w tej samej miejscowości z rodziną, wpada ze 3 razy w tygodniu, z jakimiś zakupkami i zobaczyć czy czegoś jeszcze nie trzeba.

Oby Ani pożyła jak najdłużej, bo wygląda, że znowu trafiłam na idealne dla mnie miejsce.
09 lutego 2015 22:29
scarlet

Minął tydzień mojej pracy w nowym miejscu.
Byłam pełna obaw i strachu jak tym razem trafię,
gdyż podobno nic dwa razy w życiu się nie zdarza, a po po pierwszej dobrej stelli myślałam że już tak szybko dobrze nie trafię.
Firma stanęła na wysokości zadania, jestem w tym miejscu pierwsza tak jak chciałam, mogę więc ustawiać zjazdy pod siebie 3-4/1
tak miałam ustalone, jeśli miejsce okaże się dobre i będę chciała zostać tutaj.

Babunia ma 89 lat i Parkinsona, główka sprawna, chodzi tylko przy rolatorku , z łózka na fotel, lub do jadalni, resztę czasu spędza w fotelu,
mają z dziadulkiem takie wypasione, elektryczne, podnoszone z wysuwanymi podnóżkami.
Jestem tutaj do pomocy Ani /tak mam ją nazywać, z dziadulkiem i resztą rodziny też na ty/.
Rano małe mycie, klo /krzesełko/, ubranie, przygotowanie śniadanka, potem Ani na fotel, a ja do obiadku wolne.
Dziadek też schorowany, cukrzyca i 6 bajpasów, ale jest samoobsługowy zupełnie, jeszcze rwie się żeby mi przy żonie pomagać,
widać, że nauczony do pracy cały czas.

Z obiadkami jest wesoło, bo tu pałeczkę dzierży Heinz, ja na razie robię za pomoc i ucznia.
Dziadzio nigdy nie gotował, pracował , i jak Ani zachorowała to się sam uczył, metodą prób i błędów.
Dużo bazuje na gotowcach i połfabrykatach, ale smaczne mu to wychodzi, nie chcę też tak mu ostatniej przyjemności odbierać, niech sobie poszaleje od czasu do czasu w kuchni.
Gotowanie jest zupełnie inne niż w poprzednim miejscu, starsi państwo preferują szwabską kuchnię, której ja zupełnie nie znam
i wiele tutejszych wynalazków i połączeń niezmiennie mnie zadziwia od tygodnia.
Pomału przejmuję stery w kuchni, śniadania i kolacje już szykuję sama, uzgadniamy tylko na co dziś jest ochota.
Niczego nie brakuje, lodówka , szafki, zamrażarka pełne, słodkie wypieki, owoce, jogurty..
Cały czas słyszę, że za mało jem, za mało nakładam, obkładam, a ileż można pchać w siebie.

Oboje są bardzo sympatycznymi ludźmi, Ani jest cichutka, uśmięchnięta mimo choroby, za wszystko dziękuje,
przeprasza , że muszę w nocy do niej 3 razy wstawać, bardzo ją to stresuje i kreępuje, mimo że powtarzam, ze przecież po to tu jestem.

Zakupy raz w tygodniu jego samochodem, teraz prowadził dziadulek sam, ale od syna wiem, ze pomału chcą go od auta i zakupów odsunąć.
Już byłam na próbnej jeździe z synem.
Do koszyka ładujemy wszystko co kto lubi i na co ma ochotę, nic nie brakuje.

Od 13 praktycznie wolne, mam pauzę do 16, mogę wyjść, potem też nie muszę z nimi siedzieć, wystarczy ze jestem w pokoju obok,
choć nieraz biorę lapka lub czytnik na kolana i idę do nich.
O 17.30 kolacja, Ani klo, i potem do 21.30 to samo, wystarczy że jestem w pokoju obok, albo z nimi, egal....

Raz w tygodniu sprzątanie i pranie , nic się nie prasuje.
Dobre miejsce i atmosfera, jedynym mankamentem jest brak stałego internetu, ten ze sticka co mam jest za słaby, albo go wcale nie ma. W sobotę był młodszy syn /jest wdowcem, mieszka 10 km stąd/ mają w ogóle trzech /60-65 lat/ i wyglądało, ze się przejął tematem, myśli o ruterze, sprawa jest rozwojowa..... Najstarszy z synów mieszka w tej samej miejscowości z rodziną, wpada ze 3 razy w tygodniu, z jakimiś zakupkami i zobaczyć czy czegoś jeszcze nie trzeba.

Oby Ani pożyła jak najdłużej, bo wygląda, że znowu trafiłam na idealne dla mnie miejsce.

Dasz rade z nocnym wstawaniem? 3 razy to duzo?
09 lutego 2015 22:36 / 6 osobom podoba się ten post
dorotee

Dasz rade z nocnym wstawaniem? 3 razy to duzo?

Dorotko,
zobaczymy, narazie jest ok.,
ale jeszcze nikomu nie deklaruję jak długo zostanę,
zlecenie mam na 2 m-ce z mozliwością przedłuzenia.
 
Wstajemy o 9 rano, potem do obiadu dziadki na fotele,
Ani następne klo dopiero przed obiadem,
ja tez mogę się połozyć w tym czasie.