Witajcie , dziś mnie przypiliło,pobiegłam 5,5 km po liquid bo niebezpiecznie widać dno w butelce. Zabrałam ze sobą koleżankę,która nie przyzwyczajona do długich marszów prawie ducha wyzioneła po drodze. Doszłam do wniosku,że palenie odchudza :))
Moja agencja dosłała mi zaległe pieniążki z czego bardzo się cieszę,szkoda tylko że musiałam to dodatkowym stresem przypłacić.
Bilet juz potwierdziłam ,więc mam pewność 100 % ,że wracam do domku w sobotę 28 lutego.
A'propos babci to już odzyskała rezon,bo nie dosyć że spaprała obiad to jeszcze kolacja tradycyjnie była wydzielona :))
Ale to wszystko jest nieważne,bo cieszę się powrotem. Zostały mi jesczze tylko dwa zmartwienia,na których rozwiązanie czekam niecierpliwie,ale entuzjazm wrócił :)
