To ja wam dziś opowiem swoją historię. Ja co sobotę piekę jakieś ciasto. Piekę lub robię "na zimno" - tak lubię sobie dogodzić na niedzielę. Ostatnio, jak była jedna córka pokazała mi gdzie są srebrne widelczyki do ciasta, bo ja naszykowałam łyżeczki ( tylko one były w szufladzie do codziennego użytku). Więc ja, żeby codziennie nie schylać się do szuflady w salonie, odłożyłam dwa widelczyki do "codziennej" szuflady, żeby były pod ręką. Wszak babcia codziennie ma jakieś ciasto do tzw kawy ( tutaj herbaty). No i dzisiaj była na kawie druga córka - widziała, że pokroiłam dzisiaj świeże ciasto i ona naszykowała 3 widelczyki z szuflady "salonowej". Tak sobie pomyślałam, jak zmywałam po podwieczorku, że pewnie zauważyła, że widelczyków jest mniej. Kiedy weszła do kuchni oddałam jej te trzy widelczyki i pokazałam, że mam w szufladzie codziennej dwa widelczyki dla nas do podwieczorków. Tak mi się zdawało, że odetchnęła z ulgą... Powiedziałam jej, żeby się nie bała, bo wszystko jest w porządku.
