Strasznie to pogmatwałaś:kropla potu:. Zrozumiałam tyle, że przed świętami jedziesz do domu :-)
Strasznie to pogmatwałaś:kropla potu:. Zrozumiałam tyle, że przed świętami jedziesz do domu :-)
Czytam i się dziwię,że jesteście nabuzowane,ja przed powrotem do domu prawie fruwam nad ziemią z radości i staję się wyjątkowo cierpliwa i łagodna ,nic mnie nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Może pakować się pora moje kochane,to nic,że jeszcze tydzień czy cuś,zajęcie przyjemne będzie i (usunięte) minie...:oczko:
A ja wręcz odwrotnie , wszystko mnie drażni ,podminowana jestem,nawet rozmowy z najbliższymi zaczynają mnie wkurzać :-( ( mój Osobisty , wie doskonale ,o co biega :uśmiech ona2:) ...Uspokajam się dopiero jak już usiądę w busie.:hihi:
Cha cha cha...macie koleżanki to, co ja wczoraj miałam :-)
Dziś już luźna guma.
Co prawda przeszłam prawie 8 km dziś- rano jedna rundka na zakupy i po obiedzie druga. Ale z powrotem się wycwaniłam i podjechałam busikiem.
Do domu mam pod górkę i to już byłoby za dużo na jeden dzień :p
Byłam jedyną pasażerką, kierowca gaduła. Zaproponował nawet, że jak mam czas, to mogę z nim objechać całe miasteczko :lol2:
Mnie tez juz wszystko zaczyna wkurzac. Ale tak porzadnie. Na busy,tramwaje oraz autobusy to patrzec jakby nie daje rady. Od razu zimno mi sie robi. Niby tylko we wtorki i czwartki musze do podopiecznej jezdzic ale za to zajmuje mi to caly dzien i ciagle sie przeziebiam. Posrane 30 kilka kilometrow a wyprawa jak do Chin. Na dodatek podopieczna zostanie w szpitalu do 20 grudnia. I to mnie nie cieszy bo juz mi sie strasznie nudzi. Nawet warknac nie ma na kogo.
Mnie tez juz wszystko zaczyna wkurzac. Ale tak porzadnie. Na busy,tramwaje oraz autobusy to patrzec jakby nie daje rady. Od razu zimno mi sie robi. Niby tylko we wtorki i czwartki musze do podopiecznej jezdzic ale za to zajmuje mi to caly dzien i ciagle sie przeziebiam. Posrane 30 kilka kilometrow a wyprawa jak do Chin. Na dodatek podopieczna zostanie w szpitalu do 20 grudnia. I to mnie nie cieszy bo juz mi sie strasznie nudzi. Nawet warknac nie ma na kogo.
A ja wręcz odwrotnie , wszystko mnie drażni ,podminowana jestem,nawet rozmowy z najbliższymi zaczynają mnie wkurzać :-( ( mój Osobisty , wie doskonale ,o co biega :uśmiech ona2:) ...Uspokajam się dopiero jak już usiądę w busie.:hihi:
Jakbyś bardzo chciała na kogokolwiek powarcześ, to służę swoją osobą. A niech tam, pora zrobic jakis dobry uczynek. Może to nieco zrównoważy moje grzechy. :)
Bo to tak się wydaje, że jak pdp w szpitalu to się wygrało na loterii. Niekoniecznie musi tak być. Miałam to samo półtora roku temu z jazdami do szpitala-pdp była tam 6 tyg. Mimo, że jeżdziłam tez około 30 km autem, to miałam dosyć.
A tak sobie myślałam ,że będzie fajnie :-) Widać nie ma co wyciagać pochopnych wniosków , bo nieomylny jest tylko błąd :)
Ja mam tak samo....jak wsiądę do Sinbada to do granicy jestem spokojna.....później już zaczyna mnie nosić.....I tak mnie nosi dopóki nie wysiądę. Ale jak wejdę do domu to jestem po prostu anioł albo dziewica orleanska.....:smiech3:......dopóki mnie ktoś z rodziny nie wk......rwi :smiech3:
Zacznę się pomału pakować. :-)
Strasznie to pogmatwałaś:kropla potu:. Zrozumiałam tyle, że przed świętami jedziesz do domu :-)
Bosze.Samolotem wracam.Żadne reisefiber.Tylko ten bajzel z pakowaniem i złożenie całego biwaku doprowadza mnie do szału.No i zmienniczka marudna przez telefon ,to wyobrażam sobie jaka będzie na żywo.(70 lat)Nie lubię chyba swoich zmienniczek,albo nie chce mi się wszystkiego od początku tłumaczyć.
No ładnie, a to się dowiedziałam. Nie lubisz swoich zmienniczek :nie wolno::lol2: