Dlaczego jestem opiekunką / opiekunem?

17 sierpnia 2011 07:58 / 3 osobom podoba się ten post

 




  1. Witam. Chciałam z koleżankami podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat mojej pracy. Mam nadzieję, że wybrałam do tego właściwy dział, jeśli nie, to proszę moderatora o przeniesienie do właściwego. Zawsze podziwiałam osoby, które opiekują się starszymi ludźmi. Podziwiałam, ale siebie nie widziałam w tym zawodzie. Moja mama, kiedy jeszcze chodziłam na liceum powiedziała, że chyba mam z tym podobnie jak mój brat. On podziwiał strażaków, ale sam obawiał się wstąpienia do straży i walki z ognistym żywiołem. Dla mnie opieka nad sędziwymi ludźmi to było niewyobrażalne poświęcenie. Przez wiele lat obserwowałam swoją sąsiadkę, która opiekowała się ciężko chorym mężem. Wydawało się, że jego życie wisi na włosku już od bodajże 1997 roku. Że każdy następny dzień, może być jego ostatnim. Miał problemy z sercem i jeździł na wózku. Nie wiem na co dokładnie chorował. Nigdy dokładnie o to nie dopytywałam. Zawsze z rozmowy z sąsiadką wynikało, że "mąż jest chory". Dwa lata temu moja sąsiadka poszła do szpitala. Do jej domu przyjechał jej syn i córka. Sami już dawno mający własne rodziny. Wcześniej pojawiali się u rodziców chyba tylko od święta. Przynajmniej ja sama ich nie bardzo kojarzyłam. Gdy dowiedziałam się, że sąsiadka jest w szpitalu, coś mnie poruszyło i postanowiłam zapukać do ich drzwi. Dowiedzieć się czy z sąsiadem jest wszystko w porządku. Otworzył mi jego syn i zaprosił do środka. Zaczęłam z nim rozmawiać o tym w jakiej trudnej sytuacji się znaleźli wszyscy. Dyskutowali z siostrą, czy ojca nie oddać do domu opieki. Matka po wizycie w szpitalu (operacja kolana) nie bardzo była na siłach żeby w pełni sprawować nad nim opiekę. Do dziś nie wiem czemu, ale zaproponowałam pomoc. Nawet tego nie przemyślałam. To było jakieś takie instynktowne, płynące z głębi mnie. Być może to litość i współczucie do sytuacji tych ludzi mnie poruszyła. Bardziej miałam na myśli, jakąś „pomoc z doskoku”, jakieś zakupy w spożywczaku, ew. drobna pomoc w domu. Syn sąsiada podchwycił jednak temat i zaproponował mi za pomoc pieniądze. Wówczas chodziłam jeszcze na studium, więc stwierdziłam, że pieniądze, jakiekolwiek mogą się przydać, byleby tylko opieka nie kolidowała ze szkołą. I tak się zaczęło. Przez kilka dni opiekowałam się dziadkiem razem z jego dziećmi, które przyjeżdżały na zmianę codziennie. Później sąsiadka wyszła ze szpitala i było już o wiele łatwiej. Oczywiście nie mogła wykonywać ciężkiej pracy, żeby się nie przeciążać, ale przynajmniej mieszkała razem z nim, a ja tuż za ścianą i w razie czego, byłam do dyspozycji. Polubiłam ich, z czasem przyłapałam się na tym, że po prostu lubię spędzać z nimi czas. Starszy pan miał bardzo ciekawą osobowość. Mimo wieku i chorób zachowywał wiele pogody ducha. Był bardzo oczytany i często bardzo ciekawie potrafił opowiadać. Historię Polski miał w małym paluszku, a przedstawiał ją z taką pasją i umiejętnością, że niejeden nauczyciel i profesor akademicki mógłby mu tego pozazdrościć. Czasami słuchałam go po dwie i pół godziny lub nawet dłużej. Grywałam z nim w karty i w szachy. Jego żona nauczyła mnie szyć na maszynie. Oboje stali się moimi przyjaciółmi, tak jakbym miała dodatkową parę dziadków. Chyba dzięki temu odkryłam swoje powołanie. Obecnie dzielę nadal swój czas pomiędzy studia i opiekę nad osobami starszymi. Ale wiem, że to nie jest lekki kawałek chleba. Miałam już do czynienia z ciężkimi przypadkami osób starszych. Gdy byłam w Niemczech przez trzy miesiące, to poznałam nieco inne oblicze tej pracy. Skusiły mnie pieniądze, ale sielanki nie miałam. Opiekowałam się 92 letnią kobietą, cierpiącą na alzheimera. Język znałam słabo, ale radziłam sobie coraz lepiej. Jedynym oknem na świat i kontakt z bliskimi osobami był dla mnie internet... Przez te 3 miesiące (moje wakacje od studiów) miałam mieszane uczucia. Z jednej strony satysfakcja z podjęcia wyzwania i poradzenia sobie z nim, z drugiej strony poootwoorne zmęczenie zarówno fizyczne (mało spałam), jak i psychiczne. Jednak już po 3 tygodniach października zabrakło mi tego i zaczęłam pomagać w domu opieki. Obecnie pomagam tam oraz w domu jednej samotnej starszej pani, która mieszka sama. W tym roku, byłam w Niemczech po raz drugi, bo udało mi się część sesji zdać w zerowym terminie i wakacje miałam wcześniej (marzec, kwiecień, maj). Reszta egzaminów – już niedługo we wrześniu (to te, które odpuściłam przed wakacjami). Chciałam jeszcze pojechać na lipiec i sierpień, ale sprawy osobiste zatrzymały mnie w Polsce. W sumie, mimo wszystkich niedogodności, tęsknię za pracą. To trochę tak jakbym jechała na trudną wyprawę. Tylko ja jeszcze niosę pomoc, chorym, co dodatkowo mnie podbudowuje i powoduje, że mam większą satysfakcję z tego robię.Ot takie moje przemyślenia. Ciekawa jestem jak u was było i co was skłoniło drogie koleżanki.



19 sierpnia 2011 06:16
U mnie to było nieco inaczej. Jak znajdę kiedyś czas, to też się podziele.
13 listopada 2011 10:50 / 4 osobom podoba się ten post
Ja zostałem opiekunem z jednego powodu - dla pieniędzy. Zarabiam teraz o wiele więcej niż w Polsce. Owszem - opieka nad osobą starszą jest dla mnie jakimś wyzwaniem, ale moim głównym motywatorem są pieniądze. Z tego powodu nie pracuję w Polsce tylko jeżdżę do Niemiec.
14 listopada 2011 12:39
Hmm.. u mnie jest tak, że w kraju szukam pracy już długo.. nie zgadzam się na pracę poniżej kwalifikacji.. dlatego długo.. więc skoro nie mogę pracować w zawodzie to zdecydowałam połączyć kilka rzeczy.. wzięłam pod uwagę i predyspozycje i korzyści finansowe i to, że można 2 np m-ce pracować a dwa być w domu.. dlatego Niemcy.. w Anglii było by mi łatwiej bo język komunikatywny.. ale dalej to raz.. i nie ma opcji 2 na2 czy 3 na 3.. dlatego postanowiłam sprechać;) jak to się ułoży.. czas pokaże..
14 listopada 2011 14:21
U mnie zaczęło się bardzo prozaicznie, niekorzystna dla pracobiorców koniunktura na rynku pracy,mobing ...tresowanie pracowników...niskie,nie adekwatne do wykonywanej pracy zarobki pomogły mi podjąć tę radykalną decyzję o pozostawieniu pracy z "umową na stałe", która zresztą nie gwarantowała nikomu, że następnego dnia przyjdzie do pracy...zostawić rodzinę, znajomych ...no i przede wszystkim zaryzykować wyjazd z firmy , o której nic nie wiedziałam, czy rzetelna jest, czy może po trzymiesięcznym kontrakcie nie ujrzę wynagrodzenia na moim koncie bankowym.

Teraz wszystko jest takie łatwe...choćby ten portal...wszystkiego można się przez niego o firmie dowiedzieć od innych,wybierać...przebierać we firmach, ale gdy zaczynałam 6,5 roku temu ,wszystko było w powijakach...wielu moich znajomych nie mogło się nadziwić,że tak ryzykuję, zostawiając pracę ,o której inni by marzyli,ale ja zawsze aspirowałam do wyższego poziomu życia i relacji między pracownikiem a pracodawcą, więc musiałam podjąć taka decyzję i naprawdę nie żałowałam, chociaż bywało trudno...

Pozdrawiam:)
15 listopada 2011 07:06
Ja zaczęłam pracować za granicą, ponieważ potrzebowałam pieniędzy na utrzymanie mojego dorastającego syna. Krzyś miał wtedy kilkanaście lat, a wiadomo że na to muszą iść spore koszty. Sytuacje w dotychczasowej pracy miałam dośc niepewną i w chwili gdy umowa dobiegła końca, to nie przedłużałam jej. Niemiecki miałam w miarę dobry postanowiłam zaryzykować i pojechać. Pierwszy wyjazd był dosyć nerwowy, ale z czasem się oswoiłam z nową sytuacją. Jestem samotną matką i chcę pomóc synowi w życiowym starcie ile tylko mogę. Pod moją nieobecnośc mieszka z wujostwem. Ale brakuje mi kontaktu z nim. Kwestia finansowa była dla mnie najważniejsza.
24 stycznia 2012 22:52
Ja podobnie jak Ty Janinko ,przyjechałam do Niemiec w 2001 roku ,tylko dlatego aby pomóc córce i synowi.Dzieci są już samodzielne , mają swoje rodziny a ja nadal pracuję.wybieram ciężkie przypadki

ponieważ jestem tylko fizycznie zmęczona. Podziwiam nasze koleżanki które opiekują się chorymi

np./ Alzcheimer ,Parkinson itp /.
25 stycznia 2012 07:57
Witam a ja wybralam ta prace dla pieniedzy gdyz najzwyczajniej na swiecie u nas w kraju nie ma pracy pochodze z miejszej miejscowosci i pracy dla ludzi w50 roku zycia nie ma nawet dla mlodych. Pozdrawiam
25 stycznia 2012 08:41
Wlasnie niebawem minie piec lat jak wyjezdzam do Niemiec.Po wielu "zakretach' zyciowych kolezanka namowila mnie abym sprobowala pracowac jako opiekunka .Bylam przerazona ze sobie nie poradze !Dzis moge powiedziec ze mam z tej pracy ogromna satyswakcje.doswiadczenie ,wdziecznosc moich podopiecznych noi oczywiscie pieniadze za ktore moge 'godziwie'przezyc w moim kraju!Pozdrawiam
25 stycznia 2012 18:27
Janinko wlasnie napisalas prawde pracujemy w niemczech bo nasz kraj nie oferuje nam nic po 50 tylko podatki i rachunki ktore rosna w szalonym tempie .Niestety taka jest prawda pracujemy by miec na utrzymanie a to ze raz nas traktuja dobrze innym razem zle to juz tak w tej pracy jest
25 stycznia 2012 18:56
A ja moi kochani forumowicze pierwszy raz wyjechalam w 2000 i to był wrzesien , oczywiscie jak kazdy z nas (prawie) dla kasy ................ pozniej mialam jakies 3 lata przerwy , no i znowu jezdze tutaj .Ja lubie tutaj byc choc tez zdarzyły sie trudne miejsca .
25 stycznia 2012 18:56 / 2 osobom podoba się ten post
Ja sie tylko staram unikac złego traktowania, ale doświadczenie po kilku latach robi swoje. Żal mi jedynie poczatkujących opiekunek czasami. Ale tak to bywa że musimy czasami płacić frycowe.
26 stycznia 2012 06:21
U mnie było podobnie jak u anki. umowa na stałe, mobing, ..., podziękowałam swojemu pracodawcy i się przekwalifikowałam. Pieniadze, poznawanie nowych miejsc i ludzi. Tak, teraz mi taka praca odpowiada, Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie pracy od...-do... 8 godzin i do domku.
26 stycznia 2012 22:43
U mnie wygladalo to nieco inaczej przed moim pierwszym wyjazdem nie wchodzila w rachube taka praca, nie bralam nawet tego pod uwage, moje dwie siostry jezdzily juz jakis czas do Niemiec, ale ja tylko sie im dziwilam, ze moga cos takiego robic. To bylo dobre 6 lat temu. I nagle wszystko mi sie posypalo, caly moj swiat legl w gruzach. Zostalam z niczym a wlasciwie to jeszcze gorzej bo z dlugami bankowymi i rodzinnymi. Zadzwonila siostra akurat w tym momencie kiedy chcialam wyjsc z torba, wsiasc do pociagu byle jakiego i pojechac dokadkolwiek. Doslownie taki mialam zamiar. Po dlugiej rozmowie z siostra, przyjechal po mnie jej syn i zawiozl do niej. Zaczela wydzwaniac do swoich znajomych posredniczek i mnie polecac do pracy jako opiekunke, bez znajomosci totalnej niemieckiego. Po 2 tygodniach wsiadlam do busa i pojechalam. W drodze gdzies tam jedna mloda dziewczyna tez jechala do opieki, i kiedy ja jakas rodzina nie przyjela, bo sie nie spodobala, dokladnie tak mowil kierowca, i zabral ja spowrotem, nastepne pare godzin jazdy bylo jakbym siedziala na szpilkach. Nie mialam pojecia jak wyglada opieka, co sie robi, i totalnie nie rozumialam niczego co do mnie mowia, Przezylam 6 tygodniowy horror, schudlam 8 kg, i z calej sily sie zapieralam, ze nigdy wiecej nie pojade. Heh po 3 tygodniach znowu pojechalam, nie mialam gdzie sie podziac w Polsce, niestety i postanowilam jeszcze raz zaryzykowac. Tym razem udalo sie na dobre cztery lata zakwaterowac u jednej familii. I tam bylo juz coraz lepiej. Teraz czuje sie w Niemczech juz prawie jak w drugim domu, a na prace to rozne trafiam, w tej chwili mam niezbyt dobrze, ale od jutra na nowe smieci jade i mam nadzieje ze bedzie lepiej ))))))
27 stycznia 2012 08:28
Rozalia , życze Tobie cudownej rodziny i podopiecznej , abys zawsze sie usmiechala i myslala tylko pozytywnie .Pozdrawiam